Komuna Warszawa, wizualizacja Macieja Siudy
Komuna Warszawa, wizualizacja: Maciej Siuda

Teatr Komuna Warszawa i Turnus: wywalczyliśmy miejsce i nowe perspektywy

( 19.05.2026 )

Jednym z najbardziej uroczych elementów przestrzeni Turnusu był „kącik miłosny” – segregator z anonsami, który bardzo szybko się zapełnił i faktycznie zaczął działać

Do niedawna wiele osób związanych z kulturą, teatrem czy tańcem niepokoiło się o przyszłość Teatru Komuna Warszawa. Za kilka lat na jego miejscy mógłby powstać apartamentowiec – kolejny przykład triumfu środowiska deweloperskiego oraz próba zastąpienia przestrzeni dla kultury niezależnej betonową pustynią.

Na szczęście ta historia skręca dziś w inną stronę. Komuna została wpisana do rejestru zabytków przez Mazowieckiego Konserwatora Zabytków. To najwyższa forma ochrony – i jednocześnie sygnał, że to miejsce ma wartość nie tylko dla środowiska artystycznego, ale i dla miasta.

Dziękujemy!

Komuna Warszawa, fot. Nicolas Grospierre

Więcej niż teatr

Ale tu nie chodzi tylko o jedno administracyjne zwycięstwo. Jeszcze do niedawna Komuna trwała w stanie zawieszenia – mimo umowy do 2030 roku nie było jasne, co wydarzy się później, jak w przypadku wielu innych instytucji. Komuna od lat funkcjonuje jako przestrzeń dla całego środowiska sztuk performatywnych: tańca, teatru, działań eksperymentalnych. To miejsce, przez które przeszło już kilka pokoleń twórców – od debiutantów po artystów z dużym dorobkiem. „Takie miejsce jest potrzebne, żeby wspierać młodych twórców, ale też dawać przestrzeń tym bardziej doświadczonym”, mówi Grzegorz Laszuk, dyrektor Komuny Warszawa. Komuna nie walczyła tylko o przetrwanie, stała się symbolem zdrowego ekosystemu kultury w stolicy.

*Reklama

Teren Komuny znajduje się na styku dwóch porządków: wysokiej, nowoczesnej zabudowy i kameralnej estetyki Śródmieścia Południowego. Jest czymś w rodzaju strefy przejściowej – architektonicznej i społecznej, bo małe uliczki łączą się tu z zielonym terenem z bardzo długą historią. „Już w XIX wieku istniał tu ogromny ogród pomologiczny – miejski sad rozciągający się od ulicy Nowogrodzkiej po plac Politechniki, z ponad 20 tysiącami drzew owocowych”, mówi Grzegorz. Dzisiejsza działalność Komuny – edukacyjna, społeczna – wpisuje się w tę tradycję. Komuna nie jest bowiem standardową instytucją kultury, bo spełnia wiele funkcji na styku dyscyplin i jest czymś więcej niż tylko teatrem. To jednocześnie przestrzeń artystyczna, miejsce edukacji, centrum sąsiedzkie, teren sportowy i – od niedawna – galeria i kawiarnia Turnus, która przeniosła się z Wolskiej na ulicę Emilii Plater.

Dziękujemy!

Kwartał Emilii Plater, front, fot. Nicolas Grospierre

Dzięki specyficznej architekturze budynku parter pozostaje otwarty. Można wejść z każdej strony, bez barier. To fizyczne ucieleśnienie idei dostępności. „Codziennie przychodzą tu dzieci, młodzież i starsze osoby”, mówi Grzegorz. To jeden z nielicznych darmowych terenów sportowych w centrum Warszawy. W praktyce Komuna realizuje to, co miejskie strategie często tylko deklarują: różnorodność, dostępność, lokalność. Jednym z ważniejszych pojęć, które Komuna wprowadziła do debaty o kulturze, jest „ekosystem sztuk performatywnych”.

„Kultura to nie tylko instytucje – to wiele poziomów i inicjatyw, które muszą wspólnie działać. Warszawa inwestuje ogromne środki w duże projekty: nowe siedziby muzeów, filharmonii, teatrów. To widoczna, reprezentacyjna część kultury. Ale skąd biorą się artyści, którzy później trafiają do tych instytucji? Co roku polskie szkoły artystyczne kończy około 150 osób. To reżyserzy, performerzy, choreografowie. Większość z nich nie ma gdzie pracować” – mówi Grzegorz.

I właśnie tutaj pojawia się Komuna – jako miejsce wielu debiutów. To tu powstają pierwsze spektakle, testuje się nowe języki i formy. Komuna była też pionierką wielu praktyk, które dziś uchodzą już za standardowe, takich jak open calle na projekty artystyczne. „Kiedy zaczynaliśmy, to była nowinka”, wspomina Grzegorz. „Teraz robi to większość instytucji”. Wpis do rejestru zabytków zmienia sytuację. Daje realną ochronę i wzmacnia argument, że Komuna powinna pozostać tam, gdzie jest. Dla mnie stolica nie byłaby tym samym miejscem bez Komuny.

Dziękujemy!

Szkoła gotowania, Kwartał Emilii Plater, 2022, fot. Grzegorz Laszuk

Turnus: wszystko zaczyna się od potrzeby bycia razem

Jeśli Teatr Komuna Warszawa pokazuje, jak powinien działać dojrzały organizm kultury niezależnej, Turnus opowiada o początkach takiej działalności – o inicjatywie młodych osób, które dopiero walczą o przestrzeń i budżet, ale mają ogromną potrzebę współtworzenia wydarzeń i wspólnoty. Turnus powstał na przełomie 2019 i 2020 roku z bardzo prostego impulsu: chęci robienia rzeczy razem. Założyły go Kamila Falęcka i Marcelina Gorczyńska, które wówczas studiowały w Warszawie i – mimo funkcjonowania w środowisku akademickim – czuły, że brakuje odpowiedniej przestrzeni do wymarzonych projektów.

*Reklama

Dziękujemy!

Praca Shiho Saito, „Picture Perfect Pearls (#1-5)”, 2026, wystawa „it's the little things…”

Dziękujemy!
( Film ) ( Łukasz Mańkowski )

10 filmów Festiwalu mBank Nowe Horyzonty, które warto zobaczyć

To nie był pomysł podparty jasno określoną strategią, raczej spontaniczna decyzja, żeby stworzyć coś własnego. Na początku – bez pieniędzy i bez konkretnej lokalizacji. Działały tam, gdzie się dało: w klubach, barach, kawiarniach. Wspierały je znajomości, czasem niewielkie budżety – symboliczne kwoty pozwalające zorganizować pierwsze wydarzenia. Najprostszą formą okazały się imprezy, często łączone z małymi wystawami. Z czasem to zaczęło się rozrastać. „Nazwa «Turnus» powstawała wokół idei czegoś spontanicznego, bezpretensjonalnego. Czegoś, co pozwoli się spotkać, pobawić i pokazać swoje prace” – mówi Marcelina. „Na początku ten pomysł był prosty i nieokreślony, dopiero kolejne działania zaczęły nadawać mu kierunek, bo okazywało się, że jest potrzeba, żeby to jakoś nazwać. Robimy bardzo różne rzeczy i trudno zamknąć je w jednym słowie”.

„Ostatecznie zaczęłyśmy się opisywać jako grupa artystyczno-kuratorsko-zabawowa, bo zaczynałyśmy od imprez połączonych z wystawami, a później zaczęło się to rozwijać w stronę wystaw albo innych wydarzeń skupionych wokół wernisaży”, dodaje Marcelina. Po trzech latach działania stało się jasne, że bez własnej przestrzeni trudno iść dalej. Takich miejsc w Warszawie wciąż brakuje – zwłaszcza dla osób na początku drogi, bez rozbudowanego portfolio i instytucjonalnego zaplecza. Decyzja była więc radykalna: stworzyć własne miejsce od zera. Tak powstał „Turnus na Wolskiej”, hybryda kawiarni i galerii, która szybko zaczęła żyć własnym rytmem. Przez kilka lat odbyło się tam około tysiąca wydarzeń, co pokazuje, jak duże jest zapotrzebowanie na takie inicjatywy.

Dziękujemy!

Wieczór winylowy (pt. MUZOWANIE)

„To było jak niekończący się open call”, wspomina Marcelina. „Każdy mógł do nas napisać i coś zrobić”. Efekt? Codziennie coś się działo. Wiele projektów wracało cyklicznie, a przestrzeń zaczęła przyciągać coraz szersze środowisko. Z czasem lokal na Wolskiej stał się przede wszystkim miejscem spotkań. Powstawały tam relacje, zarówno przyjacielskie, jak i romantyczne, co – jak podkreśla Marcelina – było niezwykle wzruszające. Jednym z najbardziej uroczych elementów tego miejsca był „kącik miłosny” – segregator z anonsami, który bardzo szybko się zapełnił i faktycznie zaczął działać: wiele osób umówiło się dzięki niemu na randki, a niektóre znajomości obróciły się w coś poważnego.

Założycielki Turnusu podkreślają, ile zawdzięczają społeczności, która zaczęła tworzyć się wokół ich działań jeszcze na długo przed pojawieniem się lokalu. To właśnie ona pozwoliła im zrobić kolejny krok – kiedy otwierały swoją pierwszą przestrzeń, dużym wsparciem była zbiórka, w którą zaangażowały się osoby związane z Turnusem. Bez tej sieci relacji prawdopodobnie nie udałoby się przetrwać. Od początku ważna była dla nich otwartość i transparentność, a więc tworzenie miejsca, w którym każdy może poczuć się mile widziany. Ten tryb działania przyciągał ludzi, którzy chcieli zostać na dłużej.

Historia Turnusu jest przykładem sprawczości tych samych ideałów, którym hołduje Komuna: kultura nie zaczyna się w dużych instytucjach. Zaczyna się dokładnie w takich miejscach – tworzonych oddolnie, z potrzeby wspólnoty, często bez środków, ale z ogromną energią. I właśnie dlatego ich istnienie nie jest dodatkiem do miejskiego systemu kultury, tylko jego podstawą.

Dziękujemy!

Wieczór szachowy z dj setem na żywo (pt. VIBECHECK)

( Mintowe Ciasteczka )

Nasza strona korzysta z cookies w celu analizy odwiedzin.
Jeżeli chcesz dowiedzieć się jak to działa, zapraszamy na stronę Polityka Prywatności.