W centrum osiedla stoi afrykański słoń. Radzieckie place zabaw

( 01.06.2026 )

Rodzice dzieci nie narzekali na to, że elementy są zrobione z metalu, że mogą być niebezpieczne. Raczej żałowali, że wszystko się rozsypuje, nikt nie naprawia zjeżdżalni czy drabinek.

Przypominamy tekst z maja 2025 roku.

Rozmowa z Davidem Navarro, współautorem (wraz z Martyną Sobecką) książki fotograficznej „Soviet Playgrounds”

Przed naszą rozmową pokazałem twoją książkę mojej siedmioletniej córce i była zachwycona. Koniecznie chciała jechać na jeden z tych placów zabaw, nie przejęła się informacją, że są zaniedbane i mało bezpieczne. Ważne było, że zjeżdżalnie są duże, a drabinki wysokie. A jak wyglądał plac zabaw, na którym bawiłeś się jako dzieciak w Hiszpanii?

*Reklama


Tak się składa, że gdy byłem mały, moi rodzice postanowili przeprowadzić się na przedmieścia, więc w ogóle nie miałem placu zabaw. Mój plac zabaw to był las, przyroda, zwierzęta i kury. 

To z powodu tego braku zainteresowaliście się z Martyną stworzeniem postsowieckiej typologii placów zabaw?

Nie (śmiech). Choć muszę przyznać, że bardzo popularne na placach zabaw w dawnych radzieckich miastach są elementy bardzo popularne. Ale temat na książkę narodził się przy okazji wcześniejszych książek dokumentujących blokowiska w byłym bloku socjalistycznym. Większość z tych osiedli miała bardzo dużo przestrzeni wspólnych: parki, skwery i właśnie place zabaw.

Czy te place zabaw powstawały w taki masowy sposób jak bloki? Niektóre z nich wyglądają jak ponury żart: na przykład w centrum osiedla skutej lodem Workuty stoi afrykański słoń.

Słoń ma zupełnie inny kontekst. Po prostu na terenie Rosji jest wiele placów zabaw z motywami zwierząt: słonie, żyrafy, ale i wspomniane kury. Z kolei w krajach bałtyckich te place wypełnione są raczej motywami geometrycznymi: piramidy, kule ziemskie i tym podobne. Produkcja była raczej masowa, choć zdarzały się także indywidualne projekty – coś w stylu parków tematycznych.  Znaleźliśmy je na terenie Ukrainy, na przykład w Tarnopolu (Tarnopil) istniał taki park o nazwie „Kosmiczne miasteczko”. Z kolei w mieście Donieck miejscowa fotografka Tetiana Kabakova zrobiła do naszej książki zdjęcie wielkiego Guliwera.

Dziękujemy!

Soviet Playgrounds, Zupagrafika

W oczy rzuca się tematyka kosmiczna: rakiety, planety, roboty, orbity. Od razu przychodzi na myśl indoktrynacja dzieci w czasie zimnej wojny i wyścig zbrojeń.


Trudno się temu dziwić, dokumentowaliśmy obiekty z czasów, gdy Zachód i Związek Radziecki rywalizowały o podbój kosmosu. Co ciekawe, bardzo podobne motywy można znaleźć na placach zabaw na amerykańskich osiedlach budowanych w latach sześćdziesiątych. Planety, rakiety – wszystko zrobione z metalu. Nie mam pojęcia, kto się na kim wzorował. A może te projekty powstawały niezależnie? Natomiast w Polsce nie znalazłem zbyt wielu motywów rakiety, z tego, co wiem, występują tylko w Elblągu i kilku innych miastach.

*Reklama

Fotografie zamieszczone w książce pochodzą z ostatniej dekady. Jak rozumiem, place na terenie Ukrainy zostały częściowo zniszczone. A jak to wygląda w Rosji czy na Litwie?

Wszędzie następuje proces zamiany starych i zaniedbanych urządzeń na nowe. W krajach bałtyckich stare place często są ogrodzone płotem i wyłączone z użytku, żeby nikt z nich nie korzystał. Są zbyt niebezpieczne. Ukraina to oczywiście inny przypadek.


Wspomniana już wcześniej zjeżdżalnia w kształcie Guliwera została przeniesiona z placu zabaw do parku. Inne miejsca są ostrzelane, jak plac zabaw w kijowskiej dzielnicy Obolon. W książce zamieściliśmy jego zdjęcie w obecnym stanie. Z kolei wspaniały, tematyczny plac zabaw – również kosmiczny – w Tarnopolu został zdemontowany. To ogromna szkoda, bo był jedyny w swoim rodzaju. Ale można go jeszcze zobaczyć w Soviet Playgrounds.

Dziękujemy!

Soviet Playgrounds, Zupagrafika

Czy rozmawialiście z dziećmi lub dorosłymi mieszkańcami tych osiedli, na których znajdują się place zabaw, gdy robiliście zdjęcia?

Tak, starsi ludzie często wspominali swoje dzieciństwo, opowiadali, ile godzin spędzali na drążkach, i narzekali, że teraz dzieciaki nie biegają po podwórku, tylko siedzą z nosem w smartfonie. Natomiast rodzice dzieci wcale nie narzekali na to, że elementy są zrobione z metalu, że mogą być niebezpieczne. Raczej żałowali, że wszystko się rozsypuje, nikt nie naprawia zjeżdżalni czy drabinek. Gdyby było inaczej, przychodziliby ze swoimi dziećmi.

Dziękujemy!
( Muzyka ) ( Rozmowa ) ( Jarosław Kowal )

Musimy patrzeć poza algorytm. Rozmowa z Zolą Jesus

Nawet zimą? Metalowe drążki zimą nie są zbyt przyjemnym doświadczeniem. Zdziwiłem się, że macie tyle zimowych zdjęć w swojej książce.

Powód jest czysto estetyczny. Kiedy dookoła jest biało i nie ma bujnej roślinności, lepiej widać design poszczególnych elementów na placach zabaw. Wystają ze śniegu, jak taka książeczka „pop-up”, i łatwiej je dostrzec. Latem zlewają się z tłem. A dzięki bieli śniegu wyglądają trochę tak, jakby zostały wrzucone do jakiegoś lightroomu, wręcz jak podczas sesji w studio.

Uprzedziłeś moje kolejne pytanie, bo przecież kilka waszych poprzednich książek dotyczyło raczej obiektów monumentalnych, bloków, układów urbanistycznych, a teraz robicie książkę o kioskach. Skręcacie w stronę detalu?

Ten proces wydarzył się sam. Oczywiście nadal będziemy robić książki o architekturze, ale uważam, że place zabaw czy kioski to też wartościowe tematy. Właśnie dlatego, że mało kto je dostrzega, a szybko znikają. Nasza najnowsza książka będzie dotyczyła nie tylko kiosków, ale i tego, jak mnogość ich zastosowań pokazuje ludzką pomysłowość. Poza tym są one świadkami społeczno-politycznych przemian w Europie Środkowej i Wschodniej.

Dziękujemy!

Soviet Playgrounds, Zupagrafika

Dla mnie, dziecka wychowanego na wsi w PRL-u, kiosk w miasteczku Widawa, do którego jeździłem na rowerze, był nieomal centrum kultury: tylko tam mogłem kupić komiksy, gazety, jakieś zabawki.

Pewnie, ale gdy upadł PRL, te gazetowe kioski zyskały nowe, czasami zaskakujące funkcje: ktoś sprzedaje zapiekanki, w innym świeże jaja, natknęliśmy się nawet na posterunek policji w kiosku.

I podobnie jak w twoim przypadku, ludzie mają ciekawe wspomnienia związane z tymi kioskami. Ale bez obaw, nasza kolejną książką będzie druga część „Eastern Blocks”, bo czujemy, że jeszcze nie wyczerpaliśmy tematu.

David Navarro – razem z Martyną Sobecką tworzy studio projektowe i niezależne wydawnictwo Zupagrafika, które działa na pograniczu designu, architektury i fotografii. Zupagrafika ma na swoim koncie książki fotograficzne poświęcone dawnemu blokowi wschodniemu, m.in. „Eastern Blocks”, „Monotowns” czy „Concrete Siberia”.

Dziękujemy!

minamy tekst z maja 2025 roku.Rozmowa z Davidem Navarro, współautorem (wraz z Martyną Sobecką) książki fotograficznej „Soviet Playgrounds”Przed naszą rozmową pokazałem twoją książkę mojej siedmioletniej córce i by

 

 

( Mintowe Ciasteczka )

Nasza strona korzysta z cookies w celu analizy odwiedzin.
Jeżeli chcesz dowiedzieć się jak to działa, zapraszamy na stronę Polityka Prywatności.