Siostry Rzeki ratują przyrodę sztuką

( 13.10.2023 )

Coś między aktywizmem a zabawą. Jesteśmy zadziorne, zaczepne. Jest akcja, draka, czasem flirt, a czasem oburzenie. Rozmawiamy z aktywistką i artystką Cecylią Malik.

Odsiecz dla Warty – tak nazywa się najnowsza akcja kolektywu Siostry Rzeki. Dlaczego protestujecie?

Broniliśmy jednego z największych ptasich rezerwatów w Polsce. Park Narodowy Ujście Warty istnieje dzięki temu, że zachowały się tam rozlewiska. A jest plan ujęcia 1/5 wody Warty w szybkim tempie, żeby zalać wyrobiska po zamkniętych kopalniach odkrywkowych w Wielkopolsce. To spowoduje wysychanie cennych mokradeł. Najpierw wymyśliłam, żeby Siostry Rzeki płynęły po starorzeczu Warty na supach. Chciałam w ten sposób ukazać problem suszy. W rzekach jest tak mało wody, że nie da się pływać łodziami i można już tylko ślizgać się na płaskich supach. Kojarzy się to też z osobą chodzącą po wodzie i tworzy bajkowy klimat.

A skąd pomysł, żeby Siostry Rzeki były husarią? 

Przypadkiem weszłam do muzeum w Domu Matejki i zobaczyłam rzeźbę husarza, który miał skrzydła z ptasich piór. Martwiłam się, że wiatr będzie nas przewracał, jak będziemy płynąć na supach poubierane w skrzydła, i tu nagle widzę skrzydła husarza z prześwitami, dzięki którym jeździec stawał się aerodynamiczny. Do tego całość robiono z piór – a miałyśmy właśnie bronić ptasiego królestwa. Idealnie, wszystko fantastycznie się złożyło. Nowoczesny sup, historyczna husaria. Odsiecz, ale inna, kobieca, lekka. Bawimy się historią. Z prostej rzeczy robi się dużo warstw, opowieści. Tym się różni aktywizm od sztuki.

Nie bałaś się dotykać symbolu narodowców? 

Nawet nie wiedziałam, że narodowcy przyswoili sobie symbol husarii. Pamiętam za to, jak mama zabierała mnie do muzeów i opowiadała o niezwyciężonej armii króla Sobieskiego. Rycerstwo husarskie miało ciekawe wartości, braterskie. To idealnie pasuje do Sióstr Rzek. Prawica zawłaszcza część wspólnej historii, ale czy to oznacza, że my nie możemy z niej korzystać?! Oni są patriotami, kochają ojczyznę, a my wspieramy Putina albo Niemców – to jest narracja prawicowa. Tymczasem ja się czuję patriotką! Moi znajomi, którzy od lat walczą o przyrodę, są patriotami. Możemy używać husarskich skrzydeł. Lubię mój kraj i chcę bronić pięknych miejsc, które nam jeszcze zostały. Tym razem Siostry Rzeki broniły rzeki Warty. Szłyśmy w orszaku ubrane w skrzydła husarii przez rozległą dolinę rzeki – wyglądałyśmy jak postaci z obrazów Jacka Malczewskiego. Potem rzeczna husaria wpłynęła na rozlewiska Warty. Było pięknie, choć nie wszystkim osobom z kolektywu pomysł się spodobał. Szanuję to. Kto nie chciał brać udziału w odsieczy, ten nie brał.

Gdyby narodowcy się przyczepili, byłby rozgłos i może udałoby się przekonać kolejne osoby do bronienia polskiej przyrody? 

Byłoby zajebiście. Nasze akcje to prztyczki w nos, prowokacje. Miksujemy prawicowe i lewicowe symbole. Pamiętam, jak z Anią Grajewską, Agatą Bargiel i innymi aktywistkami z Krakowa robiłyśmy akcję „Matki Polki na wyrębie”. Pojechałyśmy z koleżankami karmić dzieci na pniach po ściętych drzewach, a potem do papieża Franciszka, żeby wręczyć mu list z prośbą o wpłynięcie na nasz kościół i polityków. Feministki nas skrytykowały, że legitymizujemy patriarchat i przyklepujemy autorytet kościoła zamiast iść do sądu. A nam się to wydawało bardziej skuteczne i przy okazji zabawne, że baby z wózkami wręczyły papieżowi merytoryczny raport o wycince drzew w Polsce. Nie dajemy się wpakować w żadną bańkę. Nie można nam gęby dorobić. 

Dziękujemy!

Cecylia Malik i Kolektyw Siostry Rzeki „Odsiecz dla Warty” fot. Stan Barański. Protest w obronie Warty wspólna akcja z Fundacja Greenmind w ramach projektu „Obywatele dla Wody”

To wymaga poczucia humoru i odwagi. 

Coś między aktywizmem a zabawą. Jest akcja, draka, czasem flirt, oburzenie, niekiedy smutek i żałoba. Każda akcja jest dobrze merytorycznie przygotowana. Minister Marek Gróbarczyk wrzucił kiedyś na fejsbuka, że czyta raport Sióstr Rzek – poszłyśmy w haftowanych strojach kąpielowych do Ministerstwa Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej z naukowym raportem o zaporze w Siarzewie. Był moment, że dyrektor Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie w Krakowie gratulował mi tych protestów, mówiąc, że sam chętnie by dołączył. Jest coś takiego, że cenisz dobrego przeciwnika. Mądrzy ludzie z Wód Polskich zdają sobie sprawę z różnych medialnych manipulacji i są po naszej stronie. To dyskurs polityczny rządzących jest zakłamany. Przeciętny Kowalski uważa, że to dobrze, że woda szybko spływa do morza. Fajni, inteligentni ludzie pytają mnie, co jest złego w zaporach? Nie ma świadomości społecznej. 

Co jest złego w zaporach? Siostry Rzeki powstały, żeby protestować właśnie przeciwko projektowi zapory w Siarzewie na Wiśle. 

Zapory zostały wymyślone, kiedy nie było świadomości, jak funkcjonują rzeki, które są przecież niezbędne do życia. Rzeka niesie wodę, piasek, namuły, osady. Zapora to wszystko zatrzymuje, przez co rzeka ulega zniszczeniu. Następuje erozja dna – obniża się dno rzeki – a przy tym zaburza się równowaga hydrologiczna, bo większość organizmów rzecznych żyje w rytmie rzeki. Najważniejsze gatunki ryb muszą migrować rzeką, a na przykład przez zaporę we Włocławku oddaną do użytku w 1970 roku wyginęły niemal wszystkie ryby wędrowne. Nawet w książeczkach dla dzieci łatwo natknąć się na mylne informacje o zaporach. W książce o Spiszu (Wydawnictwo Literackie 2023) cały rozdział jest peanem dla zapory w Czorsztynie. Autorzy i autorki twierdzą, że ratuje ona ludzi przed powodzią. To popularna wiedza wykształconego Polaka. Zapora zadziałała w 1997 roku, ale tylko dlatego, że została wtedy oddana do użytku i zbiornik był jeszcze pusty, więc mógł wypełnić się wodą i ochronić teren poniżej zapory przed zalaniem. Teraz zbiornik jest wypełniony i zapora nie ma już takiego znaczenia przeciwpowodziowego. Przed powodzią chronią rozległe poldery i tereny, które wchłoną wodę, a nie sztuczne jeziora. Pieniądze na zapory są brane też z programów przeciwdziałania suszy – to kolejne kłamstwo, bo teren poniżej zapory pustynnieje, a przecież nikt nie dostarcza tej wody na pola. W dodatku jest duże parowanie z tych zbiorników, co powoduje znaczną utratę wody. Napisałam książkę dla tego samego wydawnictwa i w niej opisałam wszystkie te kwestie. 

Jak gromadziłaś tę wiedzę? Zastanawiam się, dlaczego zapory w ogóle powstają.

*Reklama

Nie znam się na hydrologii, ale znam inżynierów hydrologów – najlepszych specjalistów, którzy mają ogromną wiedzę i chcą się nią dzielić. To między innymi Majka Wiśniewska, Roman Konieczny, Jacek Engel. Najczęściej zapory są bardzo drogimi elektrowniami wodnymi. Ich budowę i utrzymanie finansują Wody Polskie, czyli my wszyscy, a zyski mają prywatne firmy energetyczne. To ogromny koszt dla społeczeństwa i przyrody.

Czujesz bezradność, że działasz już kilka lat, a projekt zapory na Wiśle wciąż jest rozpatrywany?

Bezradność? Nie. Mam dwie siły, które pchają mnie do działania. Pierwsza to absolutne przekonanie o słuszności sprawy. Wyspa, na której się znajdujemy, jest jednym z najpiękniejszych miejsc w Polsce. Albo Białka, która pędzi po kamieniach. Naturalne rzeki są bezcenne, a niszczymy jest, rozsiewając wielkie kłamstwa. Nie gódźmy się na takie zło. Jest we mnie infantylno- optymistyczny, bajkowy głos, który reprezentuje różne przygody w stylu drużyny pierścienia –  kilku bohaterów walczy o dobrą sprawę i pociągają za sobą innych.

Siłę daje mi też to, jak pięknie można bronić rzek. Wymyślam happening i potem mam powera, żeby go zrealizować. Trudno wytłumaczyć ludziom podstawy hydrologii, więc wymyślam obrazy – na przykład to, że na ratunek Wiśle muszą przybyć inne rzeki, skoro ludzie są głupi i niszczą naturę. I my – Siostry Rzeki udzielamy tym rzekom głosu. Ale jak sprawić, żebyśmy wyglądały jak te rzeki? Wymyślam dalej. Wkładam duży wysiłek w aktywizm, co ma swoją cenę – mało zarabiam, nie mam urlopów. 

Gdzie w tym wszystkim czas na sztukę? 

Sztuka jest dla mnie nagrodą za pracę. Przy niektórych akcjach zapierdalam trzy miesiące albo pół roku. Często za własne pieniądze. Nie zrobię urodzin albo nie kupię kiecki, tylko kupię materiały, żeby zrobić skrzydła husarskie, bo chcę, żeby było pięknie. Robię to z miłości do rzek, ale też w ramach działalności zawodowej. I też dlatego, że nauczyłam się trochę dbać o siebie – część działań jest w moim portfolio. Chcę być artystką w Siostrach Rzekach, działam na pełen etat. Siostry Rzeki dają przestrzeń na indywidualność i działanie kolektywne. Są grupą koleżanek, mądrych, utalentowanych kobiet, które się wspierają. Stworzyły markę – cenny kapitał, na który zapracowała cała siostrzana ekipa i nasi partnerzy Bracia Potoki – tu ogromny wkład mojego męża Piotra Dziurdzi. 

Wymyśliłam większość happeningów, jestem ich producentką. Zrobiłam film Siostry Rzeki, wymyśliłam protest krów, Modę na Rzeki, i płynącą husarię, które wspólnie realizowałyśmy z innymi członkiniami. Zofia Szyrajew wymyśliła pieśń o Wezbraniu dla Odry, którą razem śpiewałyśmy. Anna Chmiel namalowała żagiel – obraz dla Michała Zygmunta, jako Siostra Rzeka a zarazem malarka. Kasia Pilitowska napisała przemówienie dla rzeki Sztoły. Grażyna Smalej wymyśliła miedzy innymi aukcję sztuki na rzecz badań naukowych dla Odry. Bardzo cenię, że jesteśmy kolektywem i uzupełniamy się „skillami”. Są też osoby, które traktują to rekreacyjnie, pojawiają się tylko raz na jakiś czas. Jest miejsce dla każdego. Podpisuję wszystkich, żeby pokazać zbiorowy wkład i zaangażowanie. Teraz na przykład trwa wystawa „Niech szyją! Współczesna polska rzeźba uszyta”, na której jest strój kąpielowy i zdjęcie z happeningu. Instytucje sztuki zapraszają mnie na spotkania, wystawy zbiorowe.

Czy pokazywanie takich działań w galerii, w bańce osób związanych ze światem sztuki, ma sens? 

*Reklama

To bardzo trudne. Ekolodzy nie zdają sobie sprawy, ile kosztuje sztuka (nie mam o to pretensji), nie mają takich budżetów na sztukę jak instytucje kultury, za to dają mi możliwość podejmowania tak pięknych i mądrych działań, jakich nie dają instytucje. Zabierają mnie na rozlewiska, pokazują piękno przyrody, tłumaczą różne problemy. Działam w prawdziwych warunkach, w prawdziwej rzeczywistości. To nie jest teatr. My naprawdę idziemy do ministra w strojach kąpielowych. Dlatego tak trudno to zrobić w muzeum czy galerii. Sztuka pomaga w rozmowie z ludźmi, we wciąganiu w temat, w burzeniu podziałów. Na przykład w Myscowej, gdzie protestowałyśmy przeciwko budowie zbiornika i zalaniu wsi, zabytkowej cerkwi, pięknych terenów, miałyśmy kapelusze-ryby. Wkładamy je i od razu jest śmiesznie, ludzie pytają, o co chodzi. Jest zagajka i magia. Gdybym miała podać instrukcję na zorganizowanie protestu: nie ma publiczności, musi być część, którą robią wszyscy. Ludzie malują, śpiewają, angażują się twórczo, wymyślają świetne hasła. Często najbardziej zajebiste jest właśnie to, co wychodzi w oddolnych ruchach. W happeningach, które organizuję, zawsze jest taka przestrzeń – żywa, otwarta.

Mam poczucie, że czujesz się jak ryba w wodzie na tych akcjach.

Po prostu umiem to robić. Lubię pyskować politykom. Nie mam tremy. W aktywizmie czuję się tak, jakbyśmy się bawiły na całe miasto! A z rzekami wypłynęłam już w Polskę. Nie cierpią nas urzędnicy, ale im też trochę pomagamy. Nagrodą jest to, że mogę robić niesamowitą sztukę. Nie dla elity, tylko na ulicy. Oglądają to wszyscy. Bardziej się stresuję, jak coś robię do galerii. Ulegam presji. 

Świat sztuki wywiera presję na artystów? 

Oczywiście. Dlatego lubię do nich przyjść z tym, co zrobiłam bez nich. Film Siostry Rzeki podobał się w różnych środowiskach i miejscach. Robiłam go prawie bez żadnego budżetu. Płynąc łodzią z dziewczynami i protestując przeciwko zaporze w Siarzewie, robiłam obiad, ogarniałam media, miałam na rękach trzyletniego syna Ignacego i w wolnych chwilach brałam aparat i kręciłam. Zdobyłam stypendium prezydenta miasta Krakowa, które przeznaczyłam na profesjonalny montaż i udźwiękowienie. Dostałam super muzykę od Michała Zygmunta i zespołu Sutarii, dużo pomocy merytorycznej i wsparcia od przyjaciół ekologów i aktywistów z Koalicji Ratujmy Rzeki. Tak się skleił film zrobiony totalnie babską ręką. 

A tu środowisko artystyczne komentuje: „fajne momenty”, „może ktoś by zrobił film o Cecylii i to wykorzystał”. Dostałam komunikat, że zrobiliby to lepiej. Ale nie zrobiliście! (śmiech). W 2013 roku Aneta Rostkowska, ówczesny dyrektor Piotr Cypryański i artysta Mateusz Okoński zrobili mi wystawę „Rezerwat Miasto” w Bunkrze Sztuki. Pokazywaliśmy akcje Modraszek Kolektyw (walka przeciw zabudowie krakowskiego Zakrzówka), happening przeciwko wycince drzew, moje obrazy, zdjęcia. Wszystko. Aneta wtedy zaproponowała, żebym w ramach wystawy zrobiła protest. Dziesięć lat temu protest dla rzeki w galerii! To było niewiarygodne – upletliśmy sześć kilometrów warkoczy! Wodospad warkoczy wylewał się z wieży ratuszowej. To był jedyny raz w życiu, kiedy instytucja sztuki zaangażowała się jak trzeba i wyprodukowała protest. Wtedy środowisko mnie strasznie obgadywało, że robię kiczowate, banalne, infantylne akcje – że to w ogóle nie jest sztuka, że Cecylia nie jest artystką tylko aktywistką. Było mi bardzo przykro. Byłam na marginesie sztuki. Teraz każda instytucja byłaby zachwycona „Warkoczami Białki”. Moje tematy są modne. Choć kurator z Muzeum Sztuki Nowoczesnej zrobił wystawę o ekologii, mówił o hydrofeminizmie, ale mnie nie zaprosił.

Nie wierzę – hydrofeminizm bez Cecylii Malik i Sióstr Rzek?! 

Dziękujemy!
( Sztuka ) ( Rozmowa ) ( Stach Szabłowski )

Jakby jutra miało nie być. Rozmowa z Si On

W 2019 roku dostałam nagrodę im. Katarzyny Kobro, którą przyznają artyście/tce inne artystki/ści. W jury byli między innymi Daniel Rycharski, Joanna Rajkowska, Ela Jabłońska. To są artyści i artystki podejmujący społeczną tematykę, bliscy mi duchowo. Oni mnie rozumieją, a instytucje kultury nie do końca.

Oglądałam świetny dokument o Nan Goldin, która zaangażowała się w protesty przeciwko rodzinie Sacklerów odpowiedzialnej za kryzys opioidowy w USA. Wybitna artystka, ale organizuje proste akcje. Transparenty, skandowanie haseł.

Goldin oddziela sztukę od aktywizmu, a ja to połączyłam. Traktuję protest jako dzieło sztuki i oglądam inne akcje. Śledziłam na przykład działania dla Viosy, albańskiej rzeki, która dzięki zaangażowaniu aktywistów jest już chroniona. Wielki sukces! Ale estetycznie to były akcje bardziej oczywiste, jednoznaczne. Sztuka jest złożona. W 2018 roku zostałyśmy zaproszone z Anią Grajewską na międzynarodową konferencję dla aktywistów Art of Organization Hope w Gandawie. Pokazywałyśmy akcje „Matki Polki na wyrębie” i Siostry Rzeki. Ludzie byli wzruszeni i zachwyceni. Byłyśmy gwiazdami (śmiech).

Są artyści, którzy cię inspirują? 

Nie chcę być przemądrzała, ale nie spotkałam nikogo, kto robiłby tyle pięknych protestów.

Nie spotkałam nikogo, na kim mogłabym się wzorować. Inne rzeczy są dla mnie inspiracją. Procesje. Sztuka ludowa. Młoda Polska – Malczewski, Wyspiański, Hasior. Pomysł na Siostry Rzeki dała mi figurka Wiślany orszak ludowego artysty z Muzeum Etnograficznego w Toruniu. Wiedza przyrodnicza i krajoznawcza też jest dla mnie wielką inspiracją. Jestem z rodziny, gdzie forma była ważna. Mama rzeźbiarka, tata rzeźbiarz, skrzypek Opery Krakowskiej, poeta, kompozytor i malarz. Muzyka, szopki krakowskie. Ale piękno nie tkwi tylko w formie, lecz także w idei, na przykład w tym, że kobieta jest rzeką, albo że krowy, którym chcą zalać pastwiska przez budowę zapory, jak w Myscowej, idą na protest.

Jesteśmy w przepięknym miejscu na wyspie nad Wisłą. Wakacje też spędzasz nad rzeką.  Ale jesteś konsekwentna!

Co roku przyjeżdżam tutaj spotkać się z rzeką i zabieram rodzinę. W filmie Siostry Rzeki opowiadam o początkach kolektywu, pokazuję protesty, ale zaczynam od wspomnienia najcudowniejszych momentów wakacji w dzieciństwie – pójścia nad rzekę – a kończę zbliżeniem na wyspę, gdzie bawią się mój syn Ignaś i córka Urszulka. To właśnie ta wyspa, na której jesteśmy. Walczę o rzeki, bo nieuregulowana Wisła czy mokradła nad Wartą to najistotniejsze, co mamy. To moja wielka miłość. U mnie nie ma podziałów – aktywizm i sztuka to część życia, bardzo osobista. 

Mówisz, że rzeki są w naszych rękach, ale niestety to politycy decydują o polskich rzekach i sytuacja nie wygląda dobrze. 

W naszych rękach, bo kolesie z Wód Polskich są nami. Nie mówię „oni” o aktualnej władzy. Niektórzy moi znajomi głosują na PiS. To nasze wspólne błędy, że część ludzi jest w stanie przyjąć kłamstwa, na przykład właśnie odnośnie rzek. Na poziomie lokalnym, samorządowym mamy wiele sukcesów w Krakowie, ale nie wiem, jak działać na poziomie państwowym. Jak sprawić, żeby opozycja się sensownie połączyła? Nie wiem.   

( Mintowe Ciasteczka )

Nasza strona korzysta z cookies w celu analizy odwiedzin.
Jeżeli chcesz dowiedzieć się jak to działa, zapraszamy na stronę Polityka Prywatności.