Od „czułego narratora” do Chata GPT. Krytyka wizji literatury według Olgi Tokarczuk
( 21.05.2026 )
Jakkolwiek zaskakująco to brzmi, ten nowy element w koncepcji Tokarczuk stanowi konsekwentne dopełnienie jej dotychczasowego rozumowania. Nie ma już wątpliwości, że za prototypowych „czułych narratorów” mogą dziś uchodzić Claude, GPT oraz Gemini.
Do wiadomej dyskusji o Oldze Tokarczuk i sztucznej inteligencji warto dopowiedzieć dwa słowa z innej perspektywy. Otóż dla kogoś, kto śledził jej wypowiedzi po Noblu, niedawne słowa o „zwąchaniu się” pisarzy z AI nie powinny być zaskoczeniem. Bo to wcale nie było tak, że Tokarczuk zdarzyło się powiedzieć coś nie do końca przemyślanego. Jej wyznanie na kongresie Impact w Poznaniu stanowiło bowiem logiczną konsekwencję jej poglądów na literaturę – najpierw wyłożonych w wykładzie noblowskim, a później przedrukowanych i rozwiniętych w zbiorze esejów pt. „Czuły narrator” (2020).
Przypomnijmy: odbierając nagrodę z rąk szwedzkiego króla, Tokarczuk w 2019 roku przekonywała (być może słusznie), że współczesna literatura jest chórem złożonym z samych solistów. Wszyscy rwą się do pióra i opowiadają o własnych przeżyciach, toteż dominują narracje pierwszoosobowe, reportaże i autobiografie. Brakuje natomiast opowieści, które ukazywałyby szerszą panoramę i dzięki temu porządkowały obraz rzeczywistości w naszych głowach. Dlatego pisarka zgłaszała popyt na „narratora czwartoosobowego”. Taki narrator operowałby „droniczną perspektywą”, z której „widać wszystko”. Znałby przyszłość oraz przeszłość i – tak jak w efekcie motyla – potrafiłby uzmysłowić czytelnikowi nieuchwytne związki przyczynowo-skutkowe między, dajmy na to, powstaniem fabryki na półkuli północnej a losem pewnej robotniczej rodziny na Południu. We wspomnianym zbiorze esejów narratora „czwartoosobowego” zastąpił zaś „czuły narrator”. Dzięki znajomości wszechprzyczyny oraz umiejętności uświadamiania czytelnikom związków wszystkiego ze wszystkim, „czuły” opowiadacz miałby niewyczerpane pokłady współczucia dla każdej istoty i rzeczy. „Czułość” była bowiem dla Tokarczuk niczym innym, jak „nieustannym odnajdywaniem podobieństw”. Taki narrator zarażałby czytelników empatią i wrażliwością. Noblistka nie miała wątpliwości, że pisarki i pisarze są naturalnie predestynowani do „odkrywania w drobnicy zdarzeń całych konstelacji”, ponieważ posiadają, według niej, wyjątkową zdolność do „sklejania uniwersum całości”.
Dla kogoś, kto pamiętał wszystkie te górnolotne, lecz zarazem bardzo ogólnikowe i zupełnie nieoperatywne tezy, nie była nowością ostatnia wypowiedź noblistki o kreatywnej umysłowości pisarzy, którzy potrafiliby „obwodowo i asocjacyjnie kojarzyć fakty”, czym ich myślenie skrajnie różniłoby się od „wąskiego, bardzo ukierunkowanego, tunelowego myślenia akademików”. W „Czułym narratorze”. Tokarczuk wprawdzie nie deprecjonowała uniwersyteckich badaczy, lecz już wtedy wykazywała się ignorancją chociażby w stosunku do dorobku literaturoznawstwa, które zajmuje się problemem narracji od dziesiątek lat i oferuje trafniejsze, precyzyjniejsze opisy problemów, które nurtują pisarkę.
Olga Tokarczuk. Ilustacja: Nadia Linek
Natomiast nowością w wypowiedzi noblistki z kongresu Impact był wątek sztucznej inteligencji. Autorka „Biegunów” nie tylko powiedziała, że korzysta z „narzędzi pokroju AI” w pisaniu własnej książki, lecz także wyjawiła, w jaki konkretnie sposób komunikuje się z LLM-owym chatbotem. Jej zapytanie – „Kochana, jak mogłybyśmy to pięknie rozwinąć” – jest tak memiczne, że zapisze się w skarbnicy polskiej pamięci kulturowej obok wykrzyknienia „Jezu, jak wy tu żyjecie?” Magdy Gessler oraz aforyzmu o „narodzie wspaniałym, tylko ludziach kurwach” Józefa Piłsudskiego.
Pozorowanie bliskiej relacji z wirtualnym interlokutorem miało, jak się zdaje, służyć podkreśleniu, że istnieje naturalna nić porozumienia między pisarką (myślącą syntetycznie) a sztuczną inteligencją (rozumującą w ten sam sposób). Posługiwanie się ową fałszywą analogią było najgorszym elementem wypowiedzi Tokarczuk. Znacznie gorszym niż jej „przyznanie się” do korzystania z AI (już sam ten czasownik sugeruje robienie czegoś złego). Oczywiście, noblistka jest autorytetem dla części społeczeństwa, zatem powinna staranniej dobierać słowa, żeby swoją postawą nie zachęcać do bezrefleksyjnego zawierzania sztucznej inteligencji. Ale, z drugiej strony, nie można też popadać w zbiorową hipokryzję i odmawiać pisarce prawa do robienia kwerendy na Czacie GPT (tak jakby nikomu z nas się to nie zdarzało).
Powtórzę: dalece gorsze od flirtowania pisarki z „narzędziami pokroju AI” jest to, jak Tokarczuk postrzega sztuczną inteligencję i jej rzekome paralele z „syntetycznymi” umysłami pisarzy. Słowa o „zwąchaniu się” świadczą bowiem o romantyzowaniu zarówno pisarzy (to jeszcze pół biedy), jak i sztucznej inteligencji. To romantyzacja AI pozwoliła jej dojść do konkluzji, że modelowym przykładem „czwartoosobowego”, „czułego” narratora, który ma nieprzebrany zasób wiedzy, łączy ze sobą najrozmaitsze fakty i operuje „droniczną perspektywą” – byłaby właśnie sztuczna inteligencja.
W zbiorze „Czuły narrator” wątku AI jeszcze nie było. Czytając tamte eseje, można było odnieść wrażenie, że kiedy Tokarczuk zachwalała ów punkt narracji, z którego „widać wszystko” i który zna przyczynę „wszystkiego”, była o krok od nawrócenia na chrześcijaństwo. Nie przypadkiem katoliccy publicyści krótko po Noblu przekonywali, że najczulszego narratora, o jakim marzy agnostyczka Tokarczuk, znajdziemy w Ewangeliach. Mimo wszystko autorka „Biegunów”, zamiast odniesień do Boga, zdecydowała się na porównania swojego narratora do dronów i Google Maps. Upowszechnienie sztucznej inteligencji, które dokonało się w ostatnich latach, podsunęło jej zaś nowy, lepszy punkt odniesienia, czyli właśnie LLM-y. I jakkolwiek zaskakująco to brzmi, ten nowy element w koncepcji Tokarczuk stanowi konsekwentne dopełnienie jej dotychczasowego rozumowania. Nie ma już wątpliwości, że za prototypowych „czułych narratorów” mogą dziś uchodzić Claude, GPT oraz Gemini.
Oczywiście, całe to rozumowanie Tokarczuk jest oparte na luźnych i dość bezrefleksyjnych skojarzeniach, które wywodzą się z fałszywych przesłanek. Jak wiadomo, ani LLM-y nie oferują wszechwiedzy, jaka marzy się pisarce (lecz raczej ją markują), ani pisarze nie są antytezami „wąsko” i „tunelowo” myślących „akademików”. Co do tej drugiej kwestii, można by podać najróżniejsze przykłady literatów i uczonych, którzy przeczą owemu stereotypowi. Jak słowa Tokarczuk miałyby się na przykład do Stanisława Lema, który oprócz powieści pisał również traktaty filozoficzne i teoretycznoliterackie, albo do Umberto Eco, który był równie wybitnym profesorem i powieściopisarzem, albo do Jacques’a Derridy, Michela Foucaulta czy Jolanty Brach-Czainy, którzy jako akademicy rozsadzali granice dyskursywne? Jakby to się miało do przywołanego przez noblistkę Vladimira Nabokova, który podobnie jak Tokarczuk był zapraszany do wygłaszania prelekcji o literaturze na uczelni? Jego „Wykłady o literaturze” są wydane po polsku, można tam zajrzeć i przekonać się, w jaki sposób pisarz analizuje chociażby „Przemianę” Franza Kafki. Jego drobiazgowy rozbiór tego opowiadania (zachował się rysunek rekonstruujący układ mieszkania Gregora Samsy) do dzisiaj może stanowić wzór dla studentów i profesorów literaturoznawstwa.
Olga Tokarczuk „Czuły narrator”, Wydawnictwo Literackie
Nabokov nie był pod tym względem wyjątkiem. Zdecydowaną większość najważniejszych autorów minionego stulecia można by zaklasyfikować do uwspółcześnionego modelu poeta doctus. A to ktoś pisał i wykładał, a to wykładał i rymował na boku, a to tworzył uczone teorie własnej twórczości literackiej… Przekonanie, że nauka i sztuka nie są przeciwstawnymi, lecz komplementarnymi formami poznania, stało się jednym z filarów nowoczesności. Upieranie się przy tworzeniu opozycji między podejściem pisarzy i akademików jest więc aktem zaskakującej ignorancji. Takiej samej, jak słowa z Impactu, iż „z pewnością ta literatura, którą znamy, odchodzi już do lamusa”.
Dzisiaj, kiedy po słowach Tokarczuk podniosła się taka wrzawa i mało kto próbuje bronić noblistkę, jej – podszyta wiarą w błyskotliwość własnych skojarzeń – praktyka formułowania nieprzemyślanych sądów została powszechnie dostrzeżona. Trudno byłoby mówić o podobnym odbiorze jej tez przed kilku laty, gdy wielu z nas, olśnionych Noblem i spragnionych figury autorytetu, spijało pisarce z dzióbka frazesy o „czułości”, empatii i łączeniu się wszystkiego ze wszystkim. Ze swojego podwórka wiem, że pojawiły się nawet próby implementowania „czułego narratora” w dziedzinie literaturoznawstwa. Tylko nieliczni dostrzegali w tych pustych sloganach teoretycznoliterackiej wydmuszki, której zadaniem było wyczuwać aktualne nastroje i dostrajać się do potrzeb rynku wydawniczego. Gładkie, okrągłe zdania algorytmizowały się pod przewidywany odbiór czytelniczy.
I tak oto teoria, której modelowym „czułym narratorem” stał się teraz Chat GPT, zaczęła coraz bardziej przypominać koncepcję, jaką ów Chat mógłby dla pisarki wygenerować.