Nigdy nie mieszkałam w Ukrainie jako dziewczyna. O „Ciele wojny” Małgorzaty Szumowskiej i Michała Englerta
( 15.06.2026 )
To debata bez końca: kto powinien walczyć, kto nie musi – i czy ktokolwiek w ogóle powinien być do tego zmuszany. Sam przywilej wyboru jest ogromnym szczęściem, którego nie każdy doświadcza.
Nowy film Małgorzaty Szumowskiej i Michała Englerta to wielowarstwowy kolaż, który zestawia archiwalne materiały z ujęciami pokazującymi doświadczenia byłych weteranów wojny w Ukrainie, działania grupy artystyczno-aktywistycznej Open Group oraz fragmenty mojego życia – transpłciowej artystki pochodzącej z Ukrainy. Wspólnym mianownikiem tych trzech historii jest ciało.
Połączenie tych wątków nie ma na celu porównywania ich albo wartościowania różnych rodzajów cierpienia. Oczywiste jest, że historie żołnierzy walczących na froncie są najbardziej heroiczne, i że to oni najmocniej odczuli skutki wojny. Film pokazuje jednak, że każdy toczy własną walkę, która może przejawiać się na wiele sposobów.
Szumowska i Englert stworzyli nieoczywistą opowieść o wojnie jako historii ciał. O tym, jak wojna wpływa na ciało i przez co to ciało przechodzi, gdy rozdziera je konflikt wewnętrzny. Wszystkie te wątki są niezwykle intymne i osobiste.
Ciała byłych żołnierzy są pokazane jako symbol niezłomności, pragnienia życia nawet po najgorszych traumach. Dla każdej osoby z Ukrainy życie zmieniło się o 180 stopni, gdy zaczęła się pełnoskalowa inwazja, i tego doświadczenia nie da się zapomnieć. Ciała żołnierzy będą do końca życia przypominały im o koszmarze, który przeszli lub wciąż przechodzą. A mimo to widzimy na ekranie inspirujące pragnienie powrotu do „normalności”. Ten film konfrontuje widzów z fizycznymi skutkami tragedii, która rozgrywa się za naszą wschodnią granicą.
„Ciało wojny”, reż. Małgorzata Szumowska
Wątek Open Group przybliża z kolei walkę wielofrontową – nie tylko tę realną, na froncie wojennym, ale również kulturową. Pytanie brzmi, czy spór o niezależność i przetrwanie kultury ukraińskiej można w ogóle nazywać wojną? Moim zdaniem tak. Rosja od wieków próbuje wyniszczyć kulturę, język i tradycje Ukrainy. Znaczący jest nawet fakt, że w domu rodzinnym najpierw nauczyłam się rosyjskiego, a dopiero później ukraińskiego – w szkole.
Myślę, że mój wątek pojawił się w tym filmie po to, by pokazać pragnienie życia, potrzebę tworzenia, walkę o siebie oraz walkę za swój kraj poprzez sztukę. Długo zastanawiałam się nad tym, czy i jak łączyć historię osoby transpłciowej, która od lat prowadzi własną walkę – przede wszystkim ze sobą, ale też ze światem – z tematem wojny w Ukrainie.
Ale prawda jest taka, że osoby queerowe również walczą na froncie i bronią swojego kraju. Są osoby, które zgłosiły się dobrowolnie, są tacy, którzy próbują od wojny uciec. Jedną z najbardziej przerażających historii, jakie usłyszeliśmy po premierze filmu, była opowieść o queerowej osobie, która nie wytrzymała przemocy wewnątrz wojska ukraińskiego i odebrała sobie życie. Cała sala zamarła, miny widzów zdradzały ogromne wzruszenie.
Kiedy myślę o tym, co mogłoby stać się ze mną jako trans kobietą, nie wiem, z czyjej ręki zginęłabym szybciej – wojska własnego państwa czy tego po drugiej stronie. Wojna to polityka, to oczywiste, tak samo jak polityczność tematu osób trans. Widać to szczególnie w ostatnich latach, kiedy dyskurs wokół tematu osób transpłciowych wszedł do mainstreamu. Przykładem są Stany Zjednoczone, które urządziły „polowanie na wiedźmy”, próbując odwrócić uwagę od bardziej istotnych rzeczy. Taktyka robienia kozła ofiarnego z nielicznej i bezbronnej grupy społecznej nie jest jednak niczym nowym – na myśl przychodzi choćby brytyjska afera toaletowa...
„Ciało wojny”, reż. Małgorzata Szumowska
„Ciało wojny” to intensywny film. Napięcie rośnie bardzo szybko, nie ma czasu na swobodny oddech. To nie przypadek. Na wojnie również nie ma oddechu. Wszystko dzieje się gwałtownie, intensywnie i poza naszą kontrolą.
Film jest też opowieścią o wielości perspektyw, jeśli chodzi o uczestnictwo w wojnie. To debata bez końca: kto powinien walczyć, kto nie musi – i czy ktokolwiek w ogóle powinien być do tego zmuszany. Sam przywilej wyboru jest ogromnym szczęściem, którego nie każdy doświadcza. Ktoś idzie na wojnę dobrowolnie, ktoś z przymusu, a ktoś za wszelką cenę próbuje przed nią uciec.
Film był kręcony przez pięć lat. Ja dołączyłam do tego procesu dwa lata temu. Było to dla mnie ogromne wyróżnienie – dla mojej historii i mojej sztuki. Współpraca z Szumowską i Englertem od początku opierała się na wzajemnym zaufaniu.
Wielokrotnie pytano mnie, od czego zaczął się mój udział w projekcie. To dla mnie bardzo ważna historia – na początku naprawdę myślałam, że to jakiś prank albo sen.
Ponad dwa lata temu dostałam wiadomość od znajomego z pytaniem, czy chciałabym tego samego dnia pójść do Kinoteki, ponieważ miał dwie wejściówki na film „Kobieta z…”. Na seans zabrałam też swoją przyjaciółkę. Pamiętam, że film niezwykle mnie poruszył, bo widziałam w nim siebie i swoją historię – coś, z czym mogłam głęboko się utożsamić.
Dwa dni później byłam z tą samą przyjaciółką na lunchu. Nagle zadzwonił Dawid Nickel z pytaniem, czy chciałabym zostać jedną z bohaterek następnego filmu Małgorzaty Szumowskiej. Oczywiście odpowiedziałam, że tak. Po dwóch latach w Kinotece odbyła się premiera „Ciała wojny”.
Sama myśl o tym, że będę jedną z głównych bohaterek filmu poruszającego tak trudny, ważny i jednocześnie bardzo osobisty dla mnie temat, przez długi czas budziła we mnie ogromną tremę. Czułam wielką odpowiedzialność, ale zaufałam wizji twórców. Cieszę się, że dostrzegli, w jaki sposób moja historia tworzy dopełnienie ich szerszej opowieści – i że zdecydowałam się wejść w tę przygodę, pełną strachu i zawahań, ale też dumy.
Zapowiedź filmu „Ciało wojny” na festiwalu Millennium Docs Against Grafity, fot. Marek Kita
Oprócz cierpienia, z którym mierzą się osoby żyjące w Ukrainie, film porusza również temat emigracji – poszukiwania lepszego i przede wszystkim bezpieczniejszego miejsca do życia. Opowiada o przymusowym lub dobrowolnym szukaniu nowego domu. I o tym, jak dom, który trzeba było zostawić, z czasem oddala się i zanika w pamięci.
Takie było moje doświadczenie. Poza tym, że przeprowadziłam się do Polski, będąc bardzo młodą osobą, tuż po skończeniu szkoły, musiałam odnaleźć tu nowy dom i zbudować wszystko od zera.
Nigdy nie mieszkałam w Ukrainie jako dziewczyna. Mieszkała tam osoba, którą kiedyś byłam – wersja mnie, która została w przeszłości. Myślę, że jakaś forma nostalgii zostaje w każdym z nas, nawet jeśli to „poprzednie” życie było pełne bólu czy lęku. Jednak to właśnie w nim dorastamy, i to z niego pochodzą zapachy, smaki, miejsca i momenty, które zostają z nami na zawsze. Choć miejsce, gdzie się wychowałam, kojarzy mi się z przemocą i strachem, było w nim również wiele szczęśliwych momentów.
Nie byłam w swoim rodzinnym mieście od czterech lat. Marzę o tym, żeby wrócić i przeżyć je już jako „ja”. Myślę, że tysiące osób noszą w sobie podobne historie. Takie osoby jak ja, które od dawna nie widziały członków swojej rodziny.
„Ciało wojny” stało się dla mnie ważnym statementem, bo dało mi możliwość przybliżenia widzom wątku emigracji oraz realiów transpłciowej artystki borykającej się ze złożonością polskiego systemu biurokratycznego. Kiedy obejrzałam film po raz pierwszy, poczułam się niezwykle obnażona, ogarnął mnie strach. Po czasie, kiedy te emocje opadły, pomyślałam jednak, że jestem na to gotowa, jakbym wyciągała do publiczności swoje serce na dłoni. Z drugiej strony czuję, że mogłam zrobić coś ważnego nie tylko dla swojego kraju, lecz również dla społeczności osób transpłciowych i queerowych.
„Ciało wojny”, reż. Małgorzata Szumowska
premiera: Millennium Docs Against Gravity 2026