Wojciech Fangor, „Leo Minor” z cyklu „Heweliusz”, 2014, © FANGOR Foundation
Wojciech Fangor, „Leo Minor” z cyklu „Heweliusz”, 2014, © FANGOR Foundation

() Współpraca

Fangor w kosmosie

( 08.07.2026 )

Od dziecka pasjonował się astronomią, w latach 80. zbudował własne obserwatorium gwiazd, a w jego słynnych op-artowych abstrakcjach z lat 60. tkwi pulsująca energia kosmosu, wirujących planet i gwiazd. Swoje długie twórcze życie Wojciech Fangor (1922-2015) domknął kosmologiczną serią zatytułowaną „Heweliusz”, którą latem można zobaczyć w Warszawie.

Kiedy dwa lata temu stanęłam przed abstrakcjami Fangora na wrocławskiej wystawie „American Dream”, nie mogłam opędzić się od myśli, że te fascynująco immersyjne dzieła, wibrujące okręgi, fale i sfery, mogłyby z powodzeniem nosić kosmiczne nazwy w stylu „Biały olbrzym”, „Czerwony karzeł” albo „Czarna dziura”. Fangor jest jednym z największych nazwisk polskiej sztuki współczesnej, a jego obrazy są cenione przez kolekcjonerów i osiągają rekordowe ceny na aukcjach: obraz pulsującej rozety „M22” sprzedano za 7,36 miliona złotych! Mimo ogromnej popularności wciąż zmieniał stylistykę, eksperymentując ze sposobami przedstawiania świata – od kubizmu i socrealizmu przez abstrakcję optyczną, po zwrot ku figuracji oraz wątek astronomii i kosmosu, który przewijał się w jego twórczości całe życie. Po cichu pielęgnował też pasję naukową. Jego syn Roman, który przejął ojcowskie zainteresowania i został astronomem, wspominał, że ojciec zaczął interesować się astronomią w wieku 12 lat i własnoręcznie zbudował wtedy swój pierwszy teleskop. Wykorzystał rurę wyprodukowaną w fabryce swojego ojca oraz soczewki optyczne. Wojciech mawiał, że jego brak zdolności matematycznych przeszkodził mu w obserwowaniu nieba zawodowo, ale pisał artykuły w „Uranii” o budowie lunet. Po II wojnie światowej pomagał pracownikom z Obserwatorium UW w Warszawie w usuwaniu zniszczeń. Był również założycielem i pierwszym kierownikiem Sekcji Instrumentalnej w oddziale Polskiego Towarzystwa Miłośników Astronomii w Warszawie, gdzie zdarzało mu się wygłaszać odczyty. Zgromadził sporą biblioteczkę astronomiczną z takimi unikatami, jak zabytkowy egzemplarz „De Revolutionibus” Kopernika (potem podarowany Obserwatorium UW), a wśród jego znajomych byli utytułowani badacze gwiazd, m.in. dr Jan Gadomski i prof. Włodzimierz Zonn. Jak mówi sam artysta w filmie „Od astronomii do malarstwa” zrealizowanym przez Romana Fangora w 2012 roku: „Fascynowała mnie w astronomii strona wizualna: to, co można zobaczyć przez teleskop”.

Dziękujemy!

Wojciech Fangor, „Aquarius” z cyklu „Heweliusz”, 2014, © FANGOR Foundation

Droga do gwiazd

Zanim w latach 60. XX wieku Fangor wyjechał na Zachód (mieszkał kolejno w Berlinie Zachodnim, w Bath, Londynie i Paryżu), a potem podbił Nowy Jork, żył w Warszawie, gdzie podczas II wojny światowej uczęszczał do Tadeusza Pruszkowskiego i Felicjana Szczęsnego Kowarskiego na prywatne lekcje malarstwa. Jego głównym medium było właśnie malarstwo, ale w jego dorobku znajdziemy też rzeźbę, grafikę, rysunek, a nawet scenografię do baletu Marthy Graham. Współtworzył Polską Szkołę Plakatu, zainicjowaną projektem dla filmu „Mury Malapagi” René Clément z 1952 roku.

*Reklama

Dziękujemy!

Wojciech Fangor, „Mury Malapagi”, 1952, fot. Muzeum Narodowego w Warszawie, © FANGOR Foundation

Po wojnie Fangor ukończył warszawską Akademię Sztuk Pięknych, a na debiutanckiej wystawie w 1949 roku zaprezentował kubistyczne pejzaże i portrety. Choć na początku uległ ideologii socrealizmu, nawet jego obrazy z tego okresu, takie jak „Postaci” (1950), „Matka Koreanka” (1951) lub znajdujący się w Muzeum Warszawy mural „Kucie kos” (1954) wykraczają daleko poza propagandową konfekcję. W 1958 roku zrealizował wraz z architektem Stanisławem Zamecznikiem pracę „Studium Przestrzeni”, uznaną później za pierwsze environment w historii (wieloelementowe dzieło wychodzące w przestrzeń oraz wchodzące w interakcję z widzami). Zapowiadało ono wspomniane optyczne eksperymenty z kolejnej dekady, które Fangor nazwał „Pozytywną Przestrzenią Iluzoryczną”. To właśnie one zaprowadziły go w 1965 roku do MoMA w Nowym Jorku, gdzie pokazano zbiorową wystawę „The Responsive Eye”, na której po raz pierwszy zdefiniowano nurt sztuki zajmujący się doświadczeniem wzrokowym jako op-art. W 1970 roku jako jedyny Polak w historii otworzył indywidualną wystawę w słynnym Muzeum Guggenheima, kuratorowaną przez Margit Rowell i Thomasa M. Messera. To wtedy krytyk „New York Timesa” John Canaday napisał o Fangorze: „To wielki romantyk op-artu, który nie kieruje się sztywnymi regułami, lecz łączy intuicję z eksperymentem, odwołując się nie do rozumu, lecz do naszej tęsknoty za tajemnicą. Gdy mija efekt nowości wynikający z czysto wizualnego zaskoczenia, okazuje się, że ten optyczny trick był czymś więcej – ujawnia się jako portal otwierający drogę do nowych doświadczeń koloru w przestrzeni”.

Dziękujemy!

Wojciech Fangor, „Matka Koreanka”, 1951, fot. Muzeum Narodowe w Warszawie, © FANGOR Foundation

Kiedy parę lat później artysta porzuci swoje pulsujące mgławice i wróci do figuracji, zajmie się zupełnie innymi gwiazdami… tymi z amerykańskiego showbiznesu. Zafascynowany amerykańską kulturą masową, tworzy niezwykłą serię: „Obrazy telewizyjne”. Fotografuje ekran telewizora, na których portretuje gwiazdy telewizji – od serialowych aktorów po spikerów i reporterów z programów informacyjnych.

Dziękujemy!

Wojciech Fangor, „Panocek 1”, 1977, © FANGOR Foundation

Moje własne obserwatorium

Wielki sukces malarza w Stanach Zjednoczonych i cała seria posad akademickich pozwoliły mu w latach 80. osiąść na stałe na farmie w miasteczku Summit w stanie New Jersey. Kupił tam 50 hektarów ziemi, miał widok na wzgórza Catskill i duży dom. A obok niego postawił w 1985 roku wymarzone obserwatorium astronomiczne, które zaprojektował i sam zbudował. Tak opisywał je Roman Fangor:

Dziękujemy!
( Polecenia )

Nowa Zyta Rudzka, Radu Jude i Lánthimos. Jesienne premiery, na które czekamy i mamy nadzieję, że warto

Wewnątrz znajdował się dość duży – 18” (45 cm) teleskop typu Dobson, o dużej światłosile 1:4.5 (ogniskowa nieco ponad 2 metry), więc dawał wspaniałe obrazy mgławic, galaktyk i innych tego typu obiektów. Zwłaszcza że obserwatorium znajdowało się w małej wiosce Summit, na szczycie niewielkiego wzniesienia, dziesiątki kilometrów od jakiegokolwiek większego miasta. (…) Obserwatorium stanęło na niewielkim wzgórzu, na betonowej podstawie wylanej specjalnie w tym celu. Pochyłe okna w każdej ze ścian zostały tak zaprojektowane, aby w dzień i kiedy były upały, bezpośrednie światło słoneczne nie docierało do wnętrza kopuły i nie ogrzewało teleskopu. Do oświetlenia wnętrza wystarczało światło odbite od terenu.

W filmie Fangor przywołuje kolejne fazy swojej astronomicznej fascynacji – od książki zawierającej zdjęcie księżyca z kraterami, którą przeczytał w dzieciństwie, przez udział w wyprawie do Meksyku na całkowite zaćmienie Słońca w 1991 roku, po chromatyczne lunety, zabarwiające widok z jednej strony na kolor fioletowo-niebieski, a z drugiej – na czerwono-pomarańczowy. „Astronomia wpłynęła na malarstwo, ale właściwie byłem nie tyle astronomem, ile malarzem astronomicznym”, komentował sam artysta.

Dziękujemy!

Wojciech Fangor, „Black 1”, 1960, fot.  Muzeum Sztuki Nowoczesnej  w Warszawie, © Archiwum Wojciecha Fangora / FANGOR Foundation

Fangor z Heweliuszem

W 1999 roku Wojciech Fangor wraca do Polski. Osiada w Błędowie, projektuje kolorowe napisy na nowych stacjach II linii warszawskiego metra, a w 2014 roku, na rok przed śmiercią, powraca do swojej kosmicznej pasji. Tak powstaje mało znany cykl prac malarskich na papierze, inspirowanych mapami astronomicznymi i zapiskami Jana Heweliusza. Wcześniej pokazywany był publicznie tylko raz, w Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie w 2015 roku. 27 czerwca w Warszawie, w przestrzeni Centrum Bankowo-Finansowego Nowy Świat S.A., otworzyła się wystawa „STARS. FANGOR. SYLWESTROWICZ”, prezentująca serię „Heweliusz” w dialogu z pracami Arkadiusza Sylwestrowicza, przyjaciela Fangora, malarza, twórcy wideo, wykładowcy gdańskiej ASP.

Dziękujemy!

Wojciech Fangor, „Gemini” z cyklu „Heweliusz”, 2014, © FANGOR Foundation

Jak informują organizatorzy, jest to projekt łączący naukę, intuicję i współczesną energię. Marszand Fangora i galerzysta Stefan Szydłowski w tekście towarzyszącym sopockiej wystawie tłumaczy, że cykl „Heweliusz” „wpisuje się w tradycje kultury europejskiej oswajania nas ze światem konstelacji gwiezdnych”. Niebo nad nami od zawsze prowokowało do dociekań, zarówno artystów, jak i astronomów. Wyobraźnia i wrażliwość artysty podążającego za tym, co nieuchwytne, próbującego odkryć wewnętrzny porządek świata, który – zgodnie z dawnymi wierzeniami – został zapisany jest w gwiazdach, spotyka się z dociekliwością i głodem wiedzy naukowca. W centrum zainteresowania sędziwego malarza znalazł się więc Jan Heweliusz – astronom, matematyk i konstruktor narzędzi obserwacyjnych i pomiarowych, który w 1664 roku został pierwszym w historii zagranicznym członkiem londyńskiego Royal Society. Obrazy z serii „Heweliusz” Fangor malował wprost na reprodukcjach rycin gwiazdozbiorów z „Atlasu ciał niebieskich” tego astronoma. W rysunkach Heweliusza konstelacje uosabiane są przez mitologiczne postacie i zwierzęta. Kładąc na nich farby, Fangor oddał prymat żywiołom kolorów, które czuł jak nikt inny. Teraz kolorowy kosmos Fangora czeka na interpretacje i osobiste odkrycia widzów, którzy zmierzą się z nim na ekspozycji w Warszawie.

Dziękujemy!

„STARS. FANGOR. SYLWESTROWICZ.”, widok wystawy w Centrum Bankowo-Finansowym Nowy Świat S.A.

„STARS. FANGOR. SYLWESTROWICZ.” 
Centrum Bankowo-Finansowe Nowy Świat S.A. w Warszawie 
Wystawa potrwa od 27 czerwca do 28 lipca 2026

Mecenasem wystawy jest Totalizator Sportowy, właściciel marki LOTTO. Tekst powstał w ramach współpracy płatnej.

( Mintowe Ciasteczka )

Nasza strona korzysta z cookies w celu analizy odwiedzin.
Jeżeli chcesz dowiedzieć się jak to działa, zapraszamy na stronę Polityka Prywatności.