Czym jest dziś historia mówiona i jak przedstawić ją odbiorcy? Rozmowa z Adrianą Kapałą i Łukaszem Knasieckim
( 28.05.2026 )
Nurt historii mówionej w Polsce przeżywa rozkwit na niespotykaną skalę, a polskie studia kreatywne wyznaczają trendy po drugiej stronie Atlantyku, jeśli chodzi o udostępnianie zbiorów cyfrowych. Na czym polega ten fenomen?
„Historia mówiona służy demokratyzacji historii w tym sensie, że nie jest zarezerwowana dla wąskiej grupy specjalistów. Ponadto przełamuje nasze myślenie: sprzeciwia się szybkości życia, bo jednak rozmowa z drugim człowiekiem wymaga czasu, namysłu, przygotowania” – mówi Adriana Kapała, prezeska Polskiego Towarzystwa Historii Mówionej i koordynatorka szkoleń i edukacji w Centrum Archiwistyki Społecznej.
Od rozliczeń wojennych do archiwów społecznych
Narodziny historii mówionej przypadają na lata 40. XX wieku, kiedy pojawiły się technologie utrwalania głosu, a w tym samym czasie gromadzone były materiały dowodowe niezbędne do rozliczeń po II wojnie światowej. W Polsce historia mówiona zaczyna się jednak prawdziwie rozwijać dopiero po 1989 roku. „Po pierwsze nastąpiła wtedy zmiana polityczna, po drugie wszedł kapitalizm, więc po prostu łatwiej było kupić sprzęt. Po trzecie: nie trzeba już było milczeć i bać się niektórych tematów” – wyjaśnia Adriana Kapała.
W latach 90. wraz z „memory boomem” – masowym zrywem ku upamiętnianiu tego, co jeszcze niedawno było objęte tabu – pojawiają się kolejne ośrodki, na czele z Ośrodkiem KARTA czy Bramą Grodzką – NN. Pionierskie instytucje torują drogę innym. W 2020 roku z Fundacji Ośrodka KARTA decyzją ministra kultury wyrasta Centrum Archiwistyki Społcznej (CAS) – podmiot wspierający archiwa społeczne w całej Polsce. W chwili kiedy to piszę, w jego bazie figurują aż 864 takie archiwa. Społeczne, czyli tworzone oddolnie, dokumentujące historię lokalną, m.in. poprzez historię mówioną.
„Dzisiaj, kiedy powstaje nowa instytucja gromadząca zbiory, np. muzeum, to zazwyczaj już z działem historii mówionej czy audiowizualnym”, mówi Kapała. „Czy to w badaniach, czy w inicjatywach społecznych historia mówiona stała się równoprawnym sposobem zapisywania historii. Dzięki niej widać perspektywę pojedynczego człowieka”.
Centrum Archiwistyki Społecznej
Zmiana perspektywy
W historii mówionej właśnie o to chodzi: o spotkanie z drugim człowiekiem, umożliwione przez wywiad-opowieść. Rozmawiamy o kulisach tej pracy. „Wywiady najczęściej robi się w ramach projektów”, wyjaśnia Kapała. „Mamy instytucję, np. bibliotekę, gdzie ktoś wpada na pomysł nagrania, np. lokalnego koła tkackiego. Powołuje się zespół, pozyskuje się (lub nie) finanse. Następnie musimy ustalić: czego chcemy się dowiedzieć od tych ludzi? Przygotowujemy pytania. Ważna jest też decyzja: czy będziemy nagrywać w nurcie biograficznym, czyli rozmów o całym życiu? Czy bardziej skupimy się tylko wąskim temacie? Ja osobiście bardzo lubię metodę biograficzną, więc jej zazwyczaj uczę”.
Kapała pełni w CAS funkcję koordynatorki edukacji i historii mówionej. Imponujący dorobek instytucji w tym zakresie obejmuje: podręcznik, materiały edukacyjne, kurs na platformie e-learningowej, webinary organizowane we współpracy z Polskim Towarzystwem Historii Mówionej, współorganizację światowej konferencji w Krakowie, warsztaty. „Zależy nam na wyposażaniu społecznych, oddolnych, często niekomercyjnych inicjatyw w kompetencje, żeby ich wywiady były na wysokim poziomie merytorycznym”, podkreśla badaczka.
Pytam, jakich kompetencji wymaga zajmowanie się historią mówioną. Kapała tłumaczy, że przede wszystkim trzeba umieć ocenić, czy podoła się pogłębionej, często trudnej, rozmowie z obcą osobą. „Pracujemy z żywym człowiekiem, z kimś, kto ma swoje emocje, swoją historię, swoje lepsze i gorsze dni. Wiele wywiadów nagrywa się przecież z seniorami i seniorkami, gdzie znaczenie mają takie kwestie jak stan zdrowia albo duża samotność”.
Adriana Kapała, fot. A. Stępień
Projekt „Narratio” – rewolucja cyfrowa w archiwach?
„Narratio. Cyfrowe repozytorium historii mówionej” to projekt realizowany od stycznia 2026 roku razem z Muzeum Historii Polski, Centralnym Muzeum Jeńców Wojennych i Instytutem Solidarności i Męstwa im. Witolda Pileckiego. Otrzymał unijne dofinansowanie w wysokości ponad 12 mln zł, a zadaniem CAS jest dbanie o to, by materiały były pozyskiwane i przetwarzane w odpowiedni sposób.
„W przestrzeni internetowej dostęp do historii mówionej jest dziś ograniczony – materiały są rozproszone w wielu serwisach, funkcjonują w różnych formatach i standardach, często bez pełnych metadanych – czytamy na stronie projektu. „Dzięki platformie materiały zostaną udostępnione w spójny, uporządkowany sposób, co ułatwi wyszukiwanie, korzystanie z transkrypcji i włączanie ich w działania edukacyjne czy badawcze”. Witryna ma być gotowa w 2028 roku, a prace nad nią już trwają. Kapała podkreśla, jak dużym ułatwieniem jest to, że osoby należące do środowiska historii mówionej intensywnie ze sobą współpracują: „Może dogadujemy się tak dobrze dzięki temu, że dużo nagrywających osób umie słuchać potrzeb innych”.
„Narratio. Cyfrowe repozytorium historii mówionej”
Nie wszystko musi być dla wszystkich
Rozmawiamy o tym, co może nam dać historia mówiona dzisiaj. „Lubimy rzeczy, które są krótkie i szybkie. Szybko scrollujemy, szybko czytamy nagłówki” – mówi Kapała. „Historia mówiona jest czaso- i pracochłonna. Pokazuje, że nie wszystko musi być dziś zunifikowane, bo pojedyncze, jednostkowe losy są wyjątkowe. To ukłon w stronę indywidualnej percepcji świata”.
Pytam o wykorzystanie narzędzi AI w pracy z historią mówioną. Okazuje się, że w Polsce dopiero stajemy przed tym wyzwaniem. Kapała z takich narzędzi korzysta rzadko. „Ryzyka na pewno istnieją. Najlepszym przykładem jest przetwarzanie zdjęć historycznych, tak by pokazywały przeszłość w «przystępny» sposób. Albo tworzenie awatarów mówiących głosem świadka historii. Jestem sceptyczna – stwierdza. – Czasem mam wrażenie, że chcemy popularyzować historię za wszelką cenę”. A zdaniem badaczki nie każdy musi interesować się przeszłością. „Uważam, że nie wszystko musi być dla wszystkich”, podsumowuje.
Jak udostępniać zbiory, żeby wyszły poza bańkę?
O to, jak atrakcyjnie udostępniać zbiory cyfrowe szerokiej publiczności, pytam Łukasza Knasieckiego – współtwórcę wielokrotnie nagradzanego na arenie międzynarodowej studia kreatywnego Huncwot. Firma z Poznania, obecnie z siedzibą w Warszawie, ma bogate doświadczenie we współpracy z instytucjami kultury. „W Polsce stworzyliśmy Polonę, archiwum i stronę Łazienek Królewskich, strony internetowe Zachęty, MSN w Warszawie, Nowego Teatru w Warszawie, Archiwum TR, archiwum «Przekroju»” – wylicza Knasiecki.
Większość pracy przenieśli jednak do USA. Świat zachodni zauważył ich, gdy posypały się nagrody. Mają m.in. Złotego Lwa w Cannes, European Design Awards, Webby Awards, Awwwards i KTR. „Dla Amerykanów zrobiliśmy mnóstwo rzeczy związanych z kulturą, ale też z mediami – kilkaset projektów dla «Washington Post» czy «Wall Street Journal»”, ciągnie Knasiecki. „Naszą największą pasją zawsze była jednak kultura”.
Studio Huncwot, projekt Obama Presidency Oral History
Archiwum czasów Obamy
Tę pasję widać na każdym kroku, w tym również do projektów dotyczących historii mówionej. Jednym z najnowszych jest strona Obama Presidency Oral History. To projekt zrealizowany we współpracy z Uniwersytetem Columbia, gdzie działa legendarny, założony jeszcze w latach 40., ośrodek tej dyscypliny. Ekipa Huncwota wzięła udział w konkursie na cyfrową opiekę nad projektem. Kliknęło.
Do udostępnienia było ponad 450 wywiadów z najbliższym otoczeniem Obamy – gabinetem czy rodziną – ale też „zwykłych” ludzi. Na przykład z rolnikiem z Kalifornii, którego gospodarstwo dotknęła susza. Obama odwiedził jego gospodarstwo na zaproszenie, które dostał tweetem.
Studio Huncwot wymyśliło system oparty na wykorzystaniu raczkującego wtedy AI. To pozwoliło przeanalizować dostępny materiał i znaleźć cechy wspólne. „Inaczej trzeba przedstawić rozmowę z osobą publiczną, inaczej z zupełnie nieznaną. Czasem trzeba dołożyć jakąś zachętę – opowiada Knasiecki. – Podzieliliśmy filmy na mikrohistorie, z których każda jest dobrze otagowana pod względem tematu, miejsca, czasu. Można je przeglądać na wiele sposobów – używając mapy świata, osi czasu albo właśnie wątków tematycznych. Przez tysiące godzin wywiadów można przechodzić różnymi ścieżkami, nie nudząc się. Wydaje mi się, ze żaden archiwista nie wpadł na to wcześniej”.
Efekt? „Archiwum Obamy – chociaż nie lubię tej nazwy bo to kojarzy się z czymś nudnym i hermetycznym, wolę mówić po prostu „projekt” – jest oglądane kilkanaście razy częściej niż inne projekty historii mówionej Columbii. Pojawił się o tym artykuł w «New York Timesie» napisany przez naczelnego. Mnie to kręci, to uznanie z najwyższego szczebla” – opowiada z dumą.
Studio Huncwot, projekt Obama Presidency Oral History
Europa fiksuje się na metadanych
Pytam Knasieckiego o to, jak mu się pracuje na dwóch rynkach, polskim i amerykańskim . „Amerykanie nie mają teraz dobrej prasy, ale trzeba im przyznać, że najważniejsze dla nich jest udostępnianie nie według standardów, na czym skupiamy się w Europie, ale tak, żeby ludzie chcieli tego słuchać. Wiedzą, że naukowy elitaryzm odchodzi w niepamięć” – stwierdza. Jego zdaniem najważniejsze – a nikt tego nie robi – jest traktowanie każdego archiwum w inny sposób. „Metadane są istotne, ale nie fiksujmy się na nich”.
Jako inny przykład podaje koleją inicjatywę, która powstała we współpracy z Uniwersytetem Columbia – „The Elders Project”. „10 pisarzy i pisarek wybrało osoby seniorskie z różnych marginalizowanych grup, na przykład lesbijki Latino z północno-wschodniego wybrzeża czy czarne mniejszości w Nowym Meksyku”, mówi Knasiecki. Studio rozwinęło projekt strony, który już zdążył zgarnąć wiele nagród. „Przeanalizowaliśmy te materiały z pomocą AI. Położyliśmy bardzo silny nacisk na prezentację danych. Powstała radosna, afirmacyjna strona, wydobywająca historie, których chce się słuchać. Jest wyjątkowo piękna wizualnie, ilustracje stworzyła dla nas Ada Buchholc”.
Pytam o klucz do sukcesu, które odniosło studio w ostatnich latach. „W każdej pracy kreatywnej chodzi o to, żeby upraszczać komunikację aż do momentu, kiedy efekt będzie zrozumiały dla widza, a jednocześnie będzie miał w sobie jakąś magię” – odpowiada Knasiecki. „Nikt nie oczekuje od studia kreatywnego, że będzie się znało na kulturze czy historii. A my wiemy, czym jest kultura. Proponujemy rozwiązania, które są nowoczesne technologicznie i dopasowane do charakterystyki wiedzy, którą klient chce udostępnić”.
Studio Huncwot, „The Elders Project”
Technologia to tylko dodatek
Rozmawiamy o rozwiązaniach technologicznych i wizualnych, bo te sprawiają, że projekty Huncwota są wyjątkowo rozpoznawalne. „Mapy, playlisty, osie czasu, mikroformaty wideo czy dłuższe formy tekstowe przeplatane fragmentami wywiadów” – wylicza Knasiecki. „Sięgamy po to, czego używają ludzie. Teraz współpracujemy z Harvardem przy interfejsie głosowym, za pomocą którego można zdobywać wiedzę opartą na faktach w sposób najbardziej naturalny dla człowieka – przez rozmowę. Proponujemy różne sposoby dotarcia do treści/wiedzy, bo każdy człowiek ma swoją ulubioną metodę”.
Studio Huncwot,„The Elders Project”
Rozmawiamy też o tym, dlaczego studio realizuje większość zleceń za granicą. „To głęboki temat. Po prostu nie mogliśmy wytrzymać ciągłych utrudnień. Przetargi, w których jedyne kryterium to cena, i skupianie się na technologii z pominięciem designu. Później te przetargi są realizowane przez firmy programistyczne, które mają jednego grafika. To mylenie pojęć” – mówi z rezygnacją. Marzy mu się, żeby konkursy były skupione się na ocenie kreatywności i warsztatu wykonawcy. „To jest towar najrzadszy i najbardziej wartościowy. Technologia to tylko dodatek”.
Na koniec pytam, czy jako projektant z wykształceniem kulturoznawcy widzi jakieś problemy wynikające z zastosowania w historii mówionej narzędzi AI. Knasiecki podkreśla, że efekty wykorzystania AI zawsze są poddawane weryfikacji, a sam nie zastosowałby sztucznej inteligencji przy pracy z dużą bazą danych. Uczula też kontrahentów na konsekwencje biznesowego stosowania AI, a kiedy to robi – np. gdy zamieszcza na stronie czata – jako twórca bierze odpowiedzialność za skutki. Technologię traktuje jako narzędzie, ale ze świadomością humanisty. „W tej chwili dzięki AI technologiczne aspekty projektów, przy których pracujemy, są zaskakująco łatwe w realizacji”, stwierdza. „W końcu ludzie zrozumieli, że skomplikowana jest ta część kreatywna, humanistyczna, intelektualna”.