() Patronat
Art Transparent. Sztuka przetrwania, czyli „wszystko zaczyna się od oporu”
( 09.04.2026 )
20 lat fundacji Art Transparent i 23 lata Przeglądu Sztuki SURVIVAL to kawał historii polskiej sztuki współczesnej i ważny element miejskiego życia we Wrocławiu. Wystawy na dworcu, w miejskiej przepompowni, w dawnych fabrykach i szpitalach. A do tego współpraca z Afryką i odkrywanie archiwów zapomnianych artystek zanim to było modne.
O tym, jak sprawić, by sztuka inspirowała i pobudzała, w jubileuszowej rozmowie opowiada Magazynowi Mint Michał Bieniek, twórca i lider tego artystycznego zamieszania.
Za wami ponad dwie dekady działań, które podsumowujecie w tym roku kolejną edycją festiwalu i specjalnym wydawnictwem. Pomyślałam, że skoro nazwa waszego festiwalu to „Survival”, warto cię zapytać: jak przetrwać? A dokładnie, jak przetrwać, zajmując się tak niszową dziedziną, jaką jest sztuka współczesna?
W tym roku organizujemy już 24 edycję festiwalu. Przebrnąłem właśnie przez 904 zgłoszenia, z których wyselekcjonowaliśmy 33 prace, więc tak, przetrwaliśmy, a nawet pięknie się rozwinęliśmy. A jak to zrobiliśmy? Trudno odpowiedzieć na to pytanie w kilku zdaniach. W 2003 roku przyszedłem z pomysłem na SUVIRVAL do Przemka Pintala, który był moim wykładowcą na ASP – i tak to się zaczęło. Udało mi się pozyskać grupę sensownych, sprawczych osób, które na „nie da się” reagowały nastawieniem „a może jednak się da”. Jedną z tych osób była moja siostra, Karolina Bieniek, z którą do tej pory współpracuję. Wiedzieliśmy, że chcemy docierać do nieoczywistych przestrzeni, by w nich prezentować nową sztukę. Już od piątej edycji wróżono nam, że to się zaraz skończy, bo Wrocław tak dynamicznie się remontuje, że tych przestrzeni zabraknie. Okazało się, że ich przybywa!
Jeszcze innym powodem naszego przetrwania, bardzo ważnym i chyba najrzadziej wspominanym, jest to, że od początku istotnym aspektem SURVIVALU były kwestie dostępnościowe: potrzeba tworzenia otwartego przekazu i pokazania, że sztuka współczesna naprawdę może być dla wszystkich. Wystarczy odrobina wysiłku na poziomie przekazu i przygotowanie serii oprowadzań dla różnych grup, by stał się on bardziej czytelny i przyjazny. Dzięki temu było nam też łatwiej uzasadniać sensowność projektu w negocjacjach z włodarzami, którzy chętnie przychodzą na gotowe, a niekoniecznie chcą uczestniczyć w trudach procesu. Z przedsięwzięcia, które gromadziło kilkaset osób, przekształciliśmy się w wydarzenie, które – bez spadku jakości sztuki – potrafi zgromadzić ponad 20 tysięcy widzów.
Jako festiwal działacie już 24 lata, ale sama fundacja obchodzi dwudziestolecie…
W grudniu 2025 roku minęło 20 lat fundacji Art Transparent od momentu złożenia wpisu do KRS. Wiedzieliśmy, że chcemy trwać w SURVIVALU i to wymagało pewnej struktury.
Co was do tego pchnęło? Pragnienie, żeby wyjść ze sztuką w miasto? Potrzeba wolności, robienia czegoś poza systemem?
Myślę, że to wszystko zawiera się w haśle, które jest tytułem rozmowy z Przemkiem Pintalem w naszym jubileuszowym wydawnictwie: „Wszystko zaczyna się od oporu”.
Sztuka przetrwania jest sztuką oporu wobec trudnej rzeczywistości?
Tak, chociaż wtedy chyba nie zdawaliśmy sobie z tego w pełni sprawy. Chodziło też o poczucie, że jesteśmy w jakimś zawieszeniu, pomiędzy jedną transformacją (upadek komunizmu), a drugą (oczekiwanie na wejście w struktury unijne). Pierwsza edycja SURVIVALU odbyła się, kiedy byłem na trzecim roku malarstwa. Podejrzewam, że w 2003 roku w Warszawie działo się więcej niż we Wrocławiu i osoby zajmujące się sztuką miały świadomość, że działanie w ramach działań uczelni jest ograniczające. Ale we Wrocławiu i innych ośrodkach, nadal wszystko kręciło się wokół Akademii…
Co mieliśmy wtedy w Warszawie? Głównie Galerię Raster – i tyle. Czuliśmy, że nie ma dla nadchodzącego pokolenia miejsca w starych strukturach i że trzeba zapewnić widzialność naszym rówieśnikom artystom.
Nam też w dużej mierze o to chodziło. We Wrocławiu powstała wtedy tzw. Fabryka Malowania: komercyjny taśmociąg dużych zamówień. Miałem wrażenie, że większość moich rówieśników z ASP skończyła właśnie w takich miejscach, ewentualnie w agencji reklamowej. Przestrzeń dla absolwentów, którzy mogliby się realizować w sztuce, była wąska i dodatkowo ograniczana przez kadrę profesorską, która autokratycznie zarządzała tym, co dostępne. Pamiętam moment buntu, kiedy dowiedziałem się, że jako student muszę mieć oficjalną zgodę profesora z pracowni, żeby pokazać swoje prace publicznie, wyobrażasz sobie?! Takie zasady obowiązywały na wrocławskiej ASP. To było strasznie opresywne i SURVIVAL był też reakcją na to.
To wtedy zgadaliśmy się z Przemkiem i on zaproponował, żeby pracować z pojęciem „survival”. Wydrukowaliśmy info, rozwiesiliśmy je w pracowniach i to się spotkało z natychmiastowym odzewem. W pierwszej edycji wzięło udział ponad 30 osób, wernisaż odbywał się na obrzeżach miasta w pustostanie na Koszarowej, do którego przyszło 200 osób, co nas kompletnie zaskoczyło. Zobaczyłem, że jest zapotrzebowanie na tę energię.
Wiedzieliście już, że będziecie zaglądać w zapomniane zakamarki miasta, żeby w nich pokazywać sztukę? Skąd wziął się ten pomysł?
Poczułem, że skoro sama przestrzeń stała się tematem dla artystów, to trzeba ją co roku zmieniać, bo ona w dużej mierze determinuje myślenie twórców i kształt projektów. To był element przygody – odkrywanie nowych przestrzeni dla rozpoznania możliwości miasta. Ale i atrakcja dla publiczności, bo część widzów przychodzi na SURVIVAL też po to, żeby zobaczyć miejsca, których inaczej by nie poznali.
Jakie były najbardziej zaskakujące lokacje, które zasiedliliście sztuką w ramach swoich działań?
Długo by mówić (śmiech). Jeśli chodzi o pierwsze, heroiczne edycje, kiedy jeszcze pełniłem wszystkie role – od producenckich po kuratorskie, to najciekawsza, ale i najtrudniejsza, była edycja na Dworcu Głównym we Wrocławiu.
grupa Łuhuu!: Karina Marusińska, Agnieszka Rzeźnik, Katarzyna Goleń, Natalia Rzeźnik, „Huśtanie się”, 4. Przegląd Sztuki SURVIVAL (2006), Dworzec Główny PKP we Wrocławiu, z archiwum Art Transparent
Pamiętam!
Odbyła się na długo przed jego remontem i był to zupełnie inny dworzec, niż dzisiaj. Ilość przybytków, począwszy od szemranego kina, przez nieformalną noclegownię dla bezdomnych, skończywszy na seks shopach ukrytych w podziemiach – to było coś niewiarygodnego! Warunki rzeczywiście survivalowe, jeżeli chodzi o pracę z przestrzenią, a efekt spektakularny, choćby pierwsza wielkoskalowa realizacja grupy Łuhuuu, czyli wielkie huśtawki w holu głównym. To wspomnienie zostało z ludźmi na lata. Nawet wczoraj o tym rozmawiałem!
Jeśli chodzi o późniejsze edycje, to chyba najbardziej zapadła mi w pamięć kotłownia Pafawagu. Raz, że zrobiła się z tego trochę Hala Turbin, jak w Tate Modern – ogromna przestrzeń wymarzona do prezentacji wielkoskalowej sztuki, której nie mamy na co dzień we Wrocławiu. A dwa, że to była otwarta budowa, której nie można było wyłączyć, i publiczność musiała zwiedzać ekspozycje w kaskach. Kolejna pamiętna edycja to ta okołopandemiczna, jedyna mająca miejsce na jesieni. Odbywała się w przepompowni na cyplu nadodrzańskim, przy ulicy Kleczkowskiej. Do tej pory jest to część infrastruktury krytycznej MPWiK we Wrocławiu, czyli działający zakład.
Zaskoczenie jest częścią DNA tego wydarzenia. Ale sercem SURVIVALU jest też przekonanie, że sztuka nie jest czymś odrębnym od życia. Tematy: klimat, propaganda, architektoniczne przemiany mias – to sprawy, którymi naprawdę żyjemy. To nie ma być sztuka dla sztuki. Widać to chociażby na nadchodzącej edycji, która odbywa się w dawnym szpitalu. Robicie open call z hasłem „Palec w sercu”. Cytuję: „Hasło odwołuje się do gipsowego odlewu palca legendarnego wrocławskiego kardiochirurga Wiktora Brossa, którego badania i pionierskie operacje były przeprowadzane we wrocławskich Klinikach. Bross używał swojego palca do poszerzenia zastawki mitralnej operowanej osoby, począwszy od pierwszej operacji na otwartym sercu w 1955 roku”.
Zszokowała mnie ta informacja, nic o tym nie wiedziałam, nie jestem wrocławianką.
My też nie wiedzieliśmy. Za każdą z przestrzeni stoją historie i my je wyciągamy na światło dzienne. W tym przypadku Uniwersytet Medyczny podrzucił nam zagadnienie klinik wrocławskich z przełomu XIX i XX wieku, a my skoncentrowaliśmy się na zespole budynków Psychiatrii, gdzie pod koniec życia pracował Alois Alzheimer. Poza tym przywiązaliśmy się już do historii z kardiochirurgii i stwierdziliśmy, że hasło „Palec w sercu” ciekawie odpowiada na współczesne zagadnienia na styku nauki, wiary w postęp oraz jednoczesnego odwrotu od naukowości i zwrotu ku irracjonalności.
Art Transparent obejmuje też inne działania oprócz festiwalu SURVIVAL. Na przykład produkujecie prace artystyczne...
To również wynika z pierwotnego założenia dotyczącego wspierania osób artystycznych. Nie dość, że finansujemy powstanie prac, to oddajemy je do dyspozycji artystów. Wymagamy jedynie, żeby przy okazji prezentacji była notka, że powstały w ramach SURVIVALU. Dotyczy to wszystkich innych naszych aktywności, nie tylko festiwalowych.
Skąd bierzecie na to pieniądze? To pytanie musiało paść…
Piszemy w ciągu roku dziesiątki aplikacji i bierzemy udział w tylu programach, że trudno mi to zliczyć. Od podstawowych, jak ubieganie się o środki z miasta czy ministerstwa, po programy międzynarodowe i sieci współpracy, do których przystępujemy. Koordynuje to moja siostra, nieoceniona pod tym względem, dlatego że jest po stosunkach międzynarodowych. Ma też doktorat jako afrykanistka.
Stąd w waszych działaniach sztuka afrykańska?
W 2016 roku zajmowałem się Europejską Stolicą Kultury od strony sztuk wizualnych. To wtedy siostra z racji wykształcenia została poproszona o wymyślenie formuły dla projektu współpracy z Gwineą w ramach światowej stolicy książki UNESCO. Karolina zaczęła szukać tych kontaktów i tak, z czasem, rozwinęło się to w poważne zainteresowanie krajami afrykańskimi.
Wystąpienie Karoliny Bieniek podczas konferencji „Beyond Horizon” w Senegalu w ramach projektu „Deconfining”, z archiwum Art Transparent
Potem nastąpiła seria wystaw wychodzących poza europocentryczne narracje, ale wy byliście pierwsi. Wyprzedziliście trendy.
Nie tylko w tym zakresie! Jako pierwsi podjęliśmy też strategię kuratorską polegającą na przywracaniu miejsca zapomnianym artystkom. Robiliśmy to już od 2017 roku, a nawet wcześniej, kiedy zainteresowaliśmy się postacią malarki Hanny Krzetuskiej, żony Eugeniusza Gepperta — znanego malarza i ważnej postaci wrocławskiej ASP. W ich mieszkaniu mamy dziś swoją siedzibę. Tak powstał projekt „15% abstrakcji”, w którym artystki młodszego pokolenia szukają lokalnych genealogii łączących je z wrocławskimi nestorkami sztuki, jak np. Anna Szpakowska-Kujawska, Krzesława Maliszewska, Krystyna Michałowska-Podsiadły. Są tu wybitne twórczynie, a wiele z nich nie funkcjonuje w szerszym obiegu.
W tym roku zamykamy sześcioletni projekt z Kreatywnej Europy, czyli „Deconfining”. Łączy kilkunastu partnerów z Unii Europejskiej, którzy w różnych segmentach współpracują z krajami Afryki, w tym nas – z Afryką Południowo-Wschodnią, głównie z Tanzanią. Projekt-gigant, w ramach którego udało się stworzyć świetne rzeczy, jak antologia międzykontynentalna, dwie rezydencje oraz wystawa z artystami z Polski, Czech, Niemiec, Kenii, Tanzanii i Ugandy. Premiera odbyła się na zeszłorocznym SURVIVALU, teraz otworzyliśmy ją w NAFASI Art Space w Dar es Salaam. I tu ciekawostka – okazuje się, że zrobiliśmy prawdopodobnie pierwszą w Tanzanii wystawę wideo-artu!
Wernisaż wystawy „Deconfining” w Nafasi Art Space (Tanzania, 2026), z archiwum Art Transparent
Zadajesz sobie czasem pytanie: co dalej?
Po pierwsze – trwać dalej (śmiech). Abstrahując od finansów, to także kwestia znajdowania i podtrzymywania obecności osób, które rzeczywiście chcą to robić, mają energię i wiarę w to, że warto. Na pewno chcę rozwijać współpracę z państwami Afryki. Nie ukrywam też, że mam jedno marzenie: bardzo chciałbym mieć we Wrocławiu stałą, solidną przestrzeń wystawienniczą. To wynika ze skali naszych działań i z możliwości, które mamy, a które wciąż w jakiejś mierze nie są wyzyskane w pełni.
24. Przegląd Sztuki SURVIVAL „Palec w sercu”
Dawna Klinika Psychiatrii i Chorób Nerwowych, ul. Bujwida 44, Wrocław
26-30 czerwca 2026