() Patronat
Podróże ze sztuką. Wędrujący Festiwal powstał dzięki współpracy trzech polskich stolic kultury
( 21.09.2026 )
Z początkiem października Narodowe Centrum Kultury wraz z lokalnym partnerem, Bielskim Centrum Kultury im. Marii Koterbskiej, zainauguruje Wędrujący Festiwal. Idea wydarzenia, którego pierwsza edycja odbędzie się w Bielsku-Białej, narodziła się ze współpracy trzech miast, które otrzymały tytuł Polskiej Stolicy Kultury: Bielska-Białej, Katowic i Kołobrzegu. Kuratorem artystycznym festiwalu jest znany eksperymentator, reżyser operowy i dramaturg Krystian Lada, który opowiedział Annie Sańczuk o tym wydarzeniu.
Przez ostatnie lata byłeś dyrektorem artystycznym festiwalu sztuki w Niemczech w Zagłębiu Ruhry, czyli Ruhrtriennale. To zaostrzyło twój kuratorski apetyt, że zdecydowałeś się stworzyć całkiem nowy Wędrujący Festiwal w ojczyźnie?
Umowa z Ruhrtriennale była taka, że ten rok jest moim ostatnim, bo tam z każdą edycją zmienia się dyrektor programowy. Zamykam przygodę z Ruhrtriennale z dużym poczuciem spełnienia, więc rzeczywiście jest tak, że pewne hormony w moim ciele potrzebują coraz bardziej skomplikowanych wyzwań. Dostarczył mi ich Wędrujący Festiwal. Propozycję od Narodowego Centrum Kultury, by wymyślić koncepcję festiwalu, który miał wtedy tylko nazwę, ogólną ideę i ramowe założenia – wzięte z trzech miast będącymi w kolejnych latach Polskimi Stolicami Kultury – dostałem zaledwie kilka miesięcy temu. Szalone? Tym lepiej, bo wiedziałem, że sobie tę adrenalinę na pewno podniosę (śmiech). Urzekło mnie, że nie jedziemy znowu do Warszawy czy Krakowa, ale ruszamy w miejsca, które istniały trochę na peryferiach kulturalnej mapy, patrząc z centrycznego punktu widzenia. Tymczasem dużo ciekawego się tam dzieje.
Krystian Lada, fot. Jacobus Snymans
Tegoroczną Polską Stolicą Kultury jest Bielsko-Biała – perełka zarówno architektoniczna, jak i krajobrazowa, z ciekawą historią na styku kultur i regionów…
Dlatego powiedziałem: idźmy w to! Na początku obawiałem się oczekiwań – że to ma być taki festiwal „chodźmy w góry i do lasu”. W Bielsku-Białej są góry i las, ale co zrobimy za rok w Katowicach, albo za trzy lata w Kołobrzegu? Potraktowałem więc ideę wędrowania jako metaforę. Oznacza to, że będziemy wędrować między miastami, ale też pomiędzy dyscyplinami sztuki. W Polsce mamy znakomite festiwale teatralne, muzyczne, filmowe, ale mało festiwali stricte interdyscyplinarnych. A Bielsko-Biała świetnie pokazuje, że miasta, które będą Polskimi Stolicami Kultury, mają już rozkręcone życie kulturalne. Brakuje tylko „działań pomiędzy”. Chciałem więc stworzyć festiwal, który zaprosi lokalne organizacje, żeby mogły się spotkać „po drodze”. Zależało mi też na tym, by wędrować po mieście w nieoczywisty sposób. W tym roku będziemy mieli projekty np. w opuszczonej kamienicy, na parkingu, czy na wyciągu krzesełkowym – w miejscach związanych z miastem, ale trochę niezauważanych.
Bielsko-Biała, fot. Michał Kisiel Pics Studio
Na wyciągu odbędzie się koncert przygotowany przez kompozytora Rafała Ryterskiego. Jak to ma wyglądać?!
Rafał przygotowuje kompozycję „Panta rhei”. Wszystko płynie zainspirowaną powieścią „Bieguni” Olgi Tokarczuk oraz ideą wiecznej zmiany z Heraklita. Bazuje na efekcie Dopplera, czyli na tym, że inaczej słyszymy dźwięk, gdy się do nas zbliża, a inaczej, gdy się oddala. Ja ten festiwal programowałem trochę „z buta” – zszedłem Bielsko wzdłuż i wszerz i szukałem miejsc, które mają wartość emocjonalną dla mieszkańców. Ludzie w Bielsku są dumni z tego, że jak wyruszasz z centrum, to za kilkanaście minut jesteś już w górach. Wypatrywałem miejsca, które mogłoby to opowiedzieć – i wyciąg krzesełkowy na Dębowiec okazał się idealny. Siadasz na kanapie, jedziesz i za chwilę dostrzegasz tylko góry i zielone. Wydaje ci się, że jesteś w dzikiej naturze, ale kiedy na górze krzesełko się odwraca, nagle zauważasz, że w dole rozlewa się miasto, które przenika się z górami.
Wiedząc, że Rafał jest po pierwsze zapalonym snowboardzistą, jak przystało na kogoś urodzonego w Gdyni, a po drugie, że fascynuje go idea panta rhei, zaproponowałem, żeby skomponował coś, czego można wysłuchać tylko raz. Chciałem, żeby widownia poczuła, że odbiór tego utworu cały czas się zmienia. Tak więc Bielska Orkiestra Dęta rozłożona na krzesełkach gra kompozycję Rafała, do tego jest elektronika z głośników – i w zależności od tego, w którym momencie wyciągu się znajdujesz, słyszysz co innego.
Rafał Ryterski, fot. Sanjin Kaštelan
Szalone. W tej interdyscyplinarności czuję bliskie ci operowe podejście. Opera łączy różne sfery i gatunki sztuk, i kiedy patrzę na to, jak jest zorkiestrowany ten festiwal, widzę w tym coś podobnego. Też to czujesz?
Opera jest intermedium. Po kilku latach tworzenia programu artystycznego Ruhrtriennale czuję, że interdyscyplinarna praktyka kuratorska jest bardzo bliska pracy reżysera operowego, tak jak ją rozumiem. W operze też współpracuję z wieloma artystami – kompozytorami, śpiewakami, dyrygentami, chórem, choreografami, tancerzami, projektantami scenografii, kostiumów i świateł, więc spektakl jest jak mały festiwal. Reżyseria też jest kuratorskim gestem, bo chodzi o budowanie całości z różnych pomysłów, estetyk i praktyk w nowym, wspólnym kontekście. To również odpowiedzialność za budowanie dialogu pomiędzy twórcami, ich dyscyplinami artystycznymi i osobowościami.
Jak się wymyśla i programuje festiwal w pół roku?
Dla mnie najważniejsze były wizyty w Bielsku-Białej. Na pierwszej – bardziej oficjalnej – wspaniale oprowadzono mnie po mieście i poznałem kulturalną infrastrukturę Bielska-Białej. Wcześniej byłem w tym mieście, tylko przejazdem. Bielsko-Białą znałem z opowieści. Kiedy dorastałem na Grochowie naszą sąsiadką była tłumaczka literatury węgierskiej pochodząca z Bielska-Białej. Nasłuchałem się od niej historii o tym mieście – że artyści, że architektura, że natura. Bielsko-Biała jawiła się jako wyspa kreatywności. Moja pierwsza wizyta potwierdziła te opowieści. Byłem zachwycony miastem. Przyjechałem kilka tygodni później jeszcze raz i bardziej incognito. Wierzę, że żeby poznać miasto, trzeba się w nim najpierw zgubić. Wędrujesz przez Bielsko-Białą i nagle widzisz budynek, który wygląda jak Muzeum Guggenheima w Nowym Jorku – brutalistyczny, dziwny parking. Stoją szlabany, napisy, żeby nie wchodzić, ale myślisz sobie: jest północ, nikt nie zauważy. Tak więc wchodzisz tam i odkrywasz genialną przestrzeń dla sztuki. Potem okazuje się, że to trochę zapomniany parking przy spółdzielczym domu handlowym Klimczok, perle późnego PRL-u. Cały region zjeżdżał kiedyś do Klimczoka, żeby przejechać się na pierwszych schodach ruchomych, albo kupić sukienkę na komunię. I tak gubiąc się w mieście, szukając drogi i wchodząc tam, gdzie nie można, znalazłem miejsca, w których odbędzie się nasz festiwal. Później o tych miejscach – ich historii, architekturze, ale również znaczeniu dla lokalnych mieszkańców – opowiadałem artystom, których zaprosiłem do współpracy.
Parking domu handlowego Klimczok (festiwalowy projekt: „Tu byliśmy / Tu byłyśmy”), fot. Julian Winerowicz, Jakub Sobótka
Jak dobierałeś artystów, tworząc program?
Są wśród nich osobowości, które poznałem w Bielsku-Białej, jak Hania i Kuba Derej, utalentowane rodzeństwo muzyków, ale także twórcy z mojej „rozszerzonej artystycznej rodziny”, z którymi współpracowałem przy innych projektach, jak Rafał Ryterski, Lilka Krych czy Wojtek Grudziński.
Tak samo jest z Björk, której najnowsza audiowizualna wystawa „Echolalia” otworzy pierwszą edycję festiwalu. 13 lat temu, kiedy pracowałem w operze La Monnaie w Brukseli jako dyrektor dramaturgii, stworzyliśmy dużą operę bazującą na jej albumie „Medulla”. Dwa lata temu ponownie współpracowaliśmy przy projekcie „Abendzauber” dla Ruhrtriennale, w którym połączyłem piosenki Björk rozpisane na chór z muzyką Brucknera. Byliśmy w kontakcie. Gdy odezwałem się, pytając o kolejne plany, usłyszałem, że pracuje nad „Echolalią” – albumem w formie audiowizualnych instalacji, z którymi chce odwiedzać różne miasta na świecie. „To będzie interdyscyplinarne, takie wędrujące i generalnie chodzi o kontakt człowieka z naturą” – usłyszałem. Czyli wszystkie założenia kuratorskie naszego festiwalu przeglądają się w tym projekcie jak w lustrze! Okazało się, że jedyny wolny termin, żeby pokazać u nas tę wystawę Björk ma w październiku, a wtedy odbywa się nasz festiwal (śmiech). Sama widzisz, że to musiało się wydarzyć.
Hania Derej, fot. Bartosz Kordek
Muzyczno-wizualne instalacje Björk będzie można zobaczyć w różnych punktach miasta.
Premiera wystawy była w muzeum w Reykjaviku, ale Björk sama mówiła, że idea bazuje na przemieszczaniu się, więc spodobał się jej pomysł, który podrzuciłem: zróbmy to w taki sposób, żeby zaprosić widzów do wędrówki. W Bielsku szukaliśmy trzech odmiennych lokalizacji. Znaleźliśmy piętro pawilonu domu handlowego, opuszczoną kamienicę w centrum miasta i Willę Sixta, która kiedyś była domem przemysłowca i filantropa, a dziś mieści galerię BWA.
Zaskoczyło mnie, jak bardzo ta wystawa jest osobista. Björk przepracowuje w tych pracach śmierć swojej matki – dwie instalacje odnoszą się do tego bezpośrednio. Trzecia to „Nerve Bloom - Rozkwit wrażliwości”. Björk stworzyła ją we współpracy z polską artystką Natalią Kleszczewską, malarką żyjącą między Katowicami a Krakowem, więc festiwalowy aspekt wędrówki pomiędzy artystami międzynarodowymi i lokalnymi też się tu przejawia. Natalia w swoim malarstwie skupia się na emocjonalnym, ale również biologicznym aspekcie wchodzenia w relacje z innymi ludźmi. Każda osoba, z którą wchodzimy w kontakt, ma wpływ nie tylko na nasze uczucia, ale też na biologię i chemię naszego ciała – i Natalii udaje się to w poetycki, metaforyczny sposób przedstawić na obrazach.
Björk, fot. Vidar Logi
Czy to ty połączyłeś te artystki?
Nie uwierzysz, ale to Instagram połączył je ze sobą. Tam Björk odkryła prace Natalii i zwyczajnie do niej napisała. Cieszę się, że wystawa Björk przyjedzie nie do Warszawy, ale do Bielska-Białej. Ta a-centryczna perspektywa ma w sobie coś ekscentrycznego, co mnie interesuje. Tym bardziej, że dzięki realizacji projektu przez Narodowe Centrum Kultury wystawa będzie dostępna bezpłatnie w trakcie weekendu festiwalowego i przez niemal cały październik. Zresztą wejściówki na pozostałe wydarzania festiwalu są również bezpłatne.
Willa Sixta BWA Bielsko-Biała (przestrzeń wystawy „Echolalia”), fot. Julian Winerowicz, Jakub Sobótka
To piękny gest, sprawiający, że nie jest to wyłącznie festiwal dla wybranych. Mam też poczucie, że przychodzenie w te różne miejsca jest zmienianiem ich poprzez sztukę, poszerzaniem kulturalnej sceny miasta…
Artystyczny program Wędrującego Festiwalu to eksperyment. Nie proponujemy popularnej muzyki z orkiestrą symfoniczną albo Księżniczek Disneya grających na skrzypcach, tylko zapraszamy na dość awangardowy, art house'owy program. Fakt, że widzowie są w ruchu, a projekty odbywają się w różnych przestrzeniach miasta, kładzie nacisk na indywidualne doświadczenie sztuki i przestrzeni całym ciałem. To wychodzi poza walory estetyczne albo intelektualne.Oferując bezpłatne wejście na festiwalowe wydarzenia, chcemy dotrzeć do szerszej widowni.
Lokalizacje stają się bohaterkami tego festiwalu. Każda z nich ma swoją historię i znaczenie dla mieszkańców miasta. Pomysły na projekty artystyczne powstawały w dialogu z ich architekturą i historią. Na przykład kiedy organizujemy rave na targowisku, to robimy swego rodzaju rekonstrukcję rytuału społecznego, który się tam odbywa co rano, kiedy ludzie przychodzą na zakupy. Inny przykład: koncert „Bank Snów” rodzeństwa Hani i Kuby Derej odbywa się w zabytkowym budynku banku. Ta przestrzeń zagrała niedawno hotelowe lobby w „Ojczyźnie” Pawła Pawlikowskiego. Kiedyś obracano tu gotówką i kapitalistycznymi ideałami. My proponujemy w tym miejscu koncert muzyki, która ma pobudzać nas do śnienia. To coś, czego nie można przeliczyć na złotówki lub przelać komuś na konto.
BGK (festiwalowy projekt: „Bank Snów”), fot. Julian Winerowicz, Jakub Sobótka
Kolejny projekt festiwalu dotyczy sławnej kompozycji „In C” Terry’ego Rileya i opartego na nim przedstawienia słynnej niemieckiej choreografki Sashy Waltz. Podbeskidzkie „In C” ma zaistnieć w Bielsku-Białej na dwa sposoby.
Założeniem tej imprezy jest wędrowanie pomiędzy różnymi społecznościami artystycznymi, zestawianie ze sobą lokalnych i międzynarodowych artystów. Jednym z efektów mapowania Bielska-Białej było też zrozumienie tego, że tu jest bardzo prężnie działająca społeczność tańca amatorsko-półprofesjonalnego. Ale nie ma tu wydziału tańca czy festiwalu tańca. Dlatego zaprosiliśmy tancerzy Sashy Waltz do poprowadzenia warsztatów dla lokalnych instruktorek i instruktorów tańca. Zakończą się one wspólnym wykonaniem choreografii Waltz, w którym uczestnicy i instruktorzy zatańczą razem na górnym poziomie parkingu galerii handlowej Sfera.
Ale „In C” to przede wszystkim kompozycja muzyczna, która bazuje na improwizacji i Terry Riley skomponował ją na dowolny skład instrumentów. Muzycy improwizują w trakcie koncertu w oparciu o 53 frazy muzyczne. Bielsko-Biała ma bogatą scenę muzyczną – góralskie orkiestry folkowe, orkiestra kameralna, ale i świetna tradycja jazzowa. Dyrygent Mateusz Walach połączy te muzyczne żywioły Bielska-Białej i rozszerzy je o dźwięki związane z miastem, np. stukot maszyn tkackich, a nawet klakson malucha, czyli Fiata 126 p, który był produkowany w tym mieście.
Górne piętro parkingu Galerii SFERA w Bielsku-Białej (festiwalowy projekt: „In C Taniec”), fot. Klaudyna Schubert
W programie znalazłam znakomity zestaw polskich tancerzy i tancerek – Alicja Czyczel, Paweł Sakowicz, Wojciech Grudziński. Wystąpią w performatywnej instalacji współtworzonej przez norweską rzeźbiarkę Siri Skjerve. Czego możemy się spodziewać?
To będzie kolejna interdyscyplinarna historia. Punktem wyjścia są rzeźby norweskiej artystki Siri Skjerve, która pracuje z nietypowym medium, tworząc sztukę z produktów ubocznych polowań, resztek skór. Formuje organiczne kształty, które wyglądają jak wylinki i w brutalnie poetycki sposób podkreślają „pustkę po życiu”. Prace prezentowała głównie w kontekstach galeryjnych, ale kiedy je zobaczyłem, poczułem, że trzeba je wyjąć kontekstu białego kubika i zaproponowałem współpracę w dialogu z osobami performerskimi. Żeby ta pustka, którą Siri tematyzuje, została wypełniona też ruchem i życiem. To jej się spodobało do tego stopnia, że stworzyła kilka nowych rzeźb kinetycznych, które będą prezentowane na ciałach performerów.
Na to nałożył się jeszcze jeden kontekst, związany z materiałem, z którym pracuje Siri. Skóra jest wykorzystywana do tworzenia tradycyjnych instrumentów podbeskidzkich, jak np. dudy i gajdosze. W tych instrumentach dźwięk powstaje „z niczego” – z oddechu, który wypełnia pustkę skórzanego worka. Dlatego obok osób performerskich ten projekt współtworzą lokalni muzycy grający na tradycyjnych instrumentach. Pomógł nam do nich dotrzeć muzyk i aktywista lokalnego folkloru, Maciej Szymonowicz. Wszystkie te elementy współtworzą instalację performatywną „Tu byliśmy / Tu byłyśmy”, a tytuł sugeruje, że jest to opowiadanie naszej ludzkiej historii z perspektywy postapokaliptycznej – jakie ślady zostaną po nas, jak nas już tu nie będzie?
Siri Skjerve, fot. Lucek Cykarski
Kiedy mówisz o tych wędrówkach, myślę o tym, że przecież Bielsko-Biała składa się też z dwóch części, między którymi wędrujesz. Te części mają inną historię i podglebie.
Ta osobność cały czas istnieje. Po pierwsze: impuls połączenia tych dwóch miast w 1951 roku, przyszedł z zewnątrz, to nie była oddolna inicjatywa. Po drugie: to było nie tylko połączenie miast, ale i dwóch regionów, Małopolski ze Śląskiem. I co mi się dodatkowo podoba – świadomość mieszkańców Bielsko-Białej jest jeszcze bardziej złożona. Nie czują się ani Ślązakami, ani Małopolanami. Nie próbują być Katowicami, Krakowem, Warszawą, ani nawet małym Wiedniem. Jeśli szukamy wspólnego mianownika, to najbardziej utożsamiają się chyba z Podbeskidziem. To jest bardzo piękne i przyjazne miasto do życia, świetnie sobie radzą bez centralnego sterowania.
Wędrujący Festiwal z jednej strony pozwala nam, osobom spoza Bielsko-Białej, dostrzec jak wspaniałe rzeczy się tam dzieją, a jednocześnie tym, którzy tam mieszkają, pozwala wymieniać doświadczenia z ludźmi z innych miast i krajów.
Tekst powstał w ramach płatnej współpracy patronackiej z Wędrującym Festiwalem, który odbędzie się w Bielsku-Białej w dniach 2-4 października 2026.