Samanta Schweblin, fot. Alejandra Lopez
Samanta Schweblin, fot. Alejandra Lopez

Lektura opowiadania ma moc magicznego zaklęcia. Rozmowa z Samantą Schweblin

( 30.07.2026 )

Jej książki trafiały na shortlisty National Book Award i Międzynarodowego Bookera, a krytycy od lat wymieniają ją wśród najważniejszych współczesnych autorek. Z Samantą Schweblin rozmawiamy o opowiadaniach, literaturze, która przypomina sen, oraz o tym, dlaczego nie ufa językowi bezgranicznie.

Czym jest dla ciebie literatura? Uważasz, że ma jakieś zadania do spełnienia we współczesnym świecie?

Porównałabym literaturę do snów, zarówno tych śnionych nocą, jak i marzeń czy fantazji, w których nierzadko gubimy się za dnia. W snach i literaturze można – za pomocą różnych przekształceń – podjąć próbę zrozumienia tego, co nam się przydarza. Są to przestrzenie bardziej symboliczne i intuicyjne, gdzie nasze ciała, nasze procesy umysłowe i fizjologiczne, odgrywają większą rolę niż codzienna logika, w której żyjemy. Ta logika zdaje się spójna i zwyczajna, a błądzimy w niej częściej, niż byśmy chcieli. Wtedy z pomocą przychodzą książki.

Piszesz fikcję, przede wszystkim krótką fikcję. Często powtarzasz, że jesteś przede wszystkim pisarką opowiadań. Jaka jest według ciebie specyfika fikcji literackiej, szczególnie krótkiej formy?

Zawsze piszę opowiadania. Być może ma to związek z warsztatami, na które uczęszczałam w Buenos Aires, gdzie stawiałam swoje pierwsze literackie kroki. Ponieważ w naszej argentyńskiej tradycji literackiej opowiadanie zajmuje wyjątkowe miejsce, nie czuję potrzeby rozbudowywania fabuły do rozmiarów powieści, o ile nie wymaga tego sama historia. Wolę opowiadanie: jego intensywność, wrażenie, które przypomina przekraczanie jakiejś granicy.

Co masz na myśli?

Powieść jest jak dłuższa wyprawa, jak podróż przez bardzo rozległy krajobraz, podczas której dużo się dzieje, ale mamy czas, aby zatrzymać się i porozmyślać, nawet jeśli zmierzamy raz w górę, raz w dół, natrafiamy na wyboje na drodze i tym podobne. To nie tak, że opowiadanie tego nie ma, ale z racji tego, że sama lektura jest szybsza, trzeba dokonać pewnego skoku. To miałam na myśli, mówiąc o przekroczeniu czegoś – trzeba być gotowym na wstrząs związany z gwałtownym wkroczeniem do tego innego świata, z obraniem innej perspektywy. To sprawia, że lektura opowiadania ma moc magicznego zaklęcia. Czytanie powieści to raczej proces, introspektywny i wymagający cierpliwości. To nie tak, że jedna forma jest lepsza od drugiej, ale w moim przypadku pewne jest, że każdy pomysł domaga się odpowiedniej objętości. Wydaje mi się, że opowiadania z „Dobre i złe” nie mogłyby być powieściami.

Czy nie wydaje ci się dziwne, że tego typu pytań nie stawia się powieściopisarzom? O wiele rzadziej mierzą się z pytaniem o formę, w której piszą. Czy opowiadania wciąż są postrzegane jako mniej wymagające?

Powieściopisarz zazwyczaj (a ja też jestem autorką powieści) wydaje dwustu lub trzystustronicowe książki, a taką długość preferuje rynek wydawniczy. Zdaje się, że współczesność krzywym okiem spogląda na wszystko, co nie mieści się w ramach wymogów rynkowych. Jeśli osoby, idee, języki czy całe kultury nie podpadają pod rozpoznawalną etykietę, trudno je prosto wyjaśnić czy zaklasyfikować, wtedy stają się niewygodne dla rynku. My, autorzy opowiadań, jesteśmy osobliwościami literatury. Kiedy ktoś zadaje mi to pytanie, wyczuwam pewną przyganę: „dlaczego upierasz się przy pisaniu opowiadań, nie mogłabyś pisać krótkich powieści, tak jak wszyscy”?

okładka

Samanta Schweblin, „Dobre i złe”, Wydawnictwo Pauza 2026

Słynny „Dekalog doskonałego pisarza opowiadań” Horacio Quirogi rozpoczyna się od przykazania – wierz w swojego mistrza jak w Boga samego. Zgadzasz się z Quirogą? Czy pisarz jest, nade wszystko, oddanym czytelnikiem swojego mistrza?

Bardzo podziwiam Quirogę, ale z tym punktem się nie zgadzam. Po pierwsze dlatego, że nie wierzę w geniuszy. Wierzę w utalentowanych autorów. Ale ich wielkie teksty mogą być wielkie tylko wtedy, gdy po drugiej stronie znajdzie się czytelników równie utalentowanych i wrażliwych jak autor! Literatura jest żywa. Zamknięta książka to nie literatura. Literatura powstaje zawsze w dialogu, ktoś coś pisze, a za tydzień albo za sto lat, ktoś to czyta. I to, co wydarza się w głowie czytelnika, to wynik pewnego tańca między tymi dwiema instancjami: autorem i czytelnikiem. To, co wydaje nam się takie niesamowite, wydarza się w naszych głowach, i może wydarzyć się w dużym stopniu tylko dzięki wrażliwości, uważności i otwartości czytelnika.

*Reklama

To ciekawe porównanie – lektura jako taniec między autorem a czytelnikiem. A co, jeśli pomyślimy o pisarzu przede wszystkim jako o czytelniku? Przypomina mi się anegdota, według której Borges przy nagrobku Macedonia Fernándeza powiedział, że jedyne do czego aspiruje to plagiatować zmarłego. Jak stawić opór wpływom autorów, których się uwielbia?

Wydaje mi się, że tylko próbując prawdziwie dotknąć serca tego, czego historię chcemy opowiedzieć. Jeśli celem jest marzyć jak Macedonio Fernández, ma się jasno wytyczoną ścieżkę. Ale jeśli celem jest zrozumieć jakiś konkretny ból, przyszpilić konkretny pomysł, wtedy powinniśmy skupić się na tym i tylko na tym. Nie dbam wtedy o to, kogo chcę naśladować, w jakim stylu opowiedzieć historię, lecz co chcę opowiedzieć. Jeśli historia jest coś warta, wskazówki, jak ją opowiedzieć, można będzie odnaleźć już w niej samej, a nie w konkretnym modelu pisarstwa jakiegoś autora czy autorki. Trzeba puścić swoje ego. Aby pisać, trzeba przede wszystkim wysłuchać tego, co mówi sama historia.

Skąd pomysł na to, żeby zostać pisarką? Często wspominasz o wpływie, jaki wywarli na tobie twoi dziadkowie, i o tytułach, które poznałaś dzięki ich bibliotece.

Dziadkowie ze strony mamy odegrali bardzo ważną rolę w moim życiu artystycznym. Oboje byli uznanymi malarzami i dbali o to, abym poznała piękno malarstwa i literatury. Razem z dziadkiem Alfredem spacerowaliśmy po Buenos Aires, chodziliśmy razem do muzeów, do teatrów, a po powrocie opisywaliśmy w dzienniku nasze wspólne wyjścia, które nazywaliśmy „dniówkami”. Takie były początki mojego pisania. Potem zaczęłam brać udział w różnych warsztatach pisarskich. Z początku, w podstawówce, były to raczej luźne spotkania, ale potem, pod koniec liceum oraz w trakcie studiów, zaczęłam chodzić na poważniejsze warsztaty. Nie chodzi mi o kursy „sztuki pisania” oferowane przez różne instytucje. Chodziłam na warsztaty organizowane w domach różnych pisarzy, którzy zapraszali nas raz w tygodniu na wspólne odczyty naszych tekstów. Dostawaliśmy feedback od nich i od innych uczestników. Mamy przepiękną tradycję tego typu spotkań w Buenos Aires. Wiele spośród osób, które je organizują, to wybitni pisarze. Najważniejszy był dla mnie warsztat u pisarki Liliany Heker, mojej wielkiej mistrzyni. Uczęszczałam na niego przez wiele lat.

okładka

Samanta Schweblin, fot. Alejandra Lopez

Twoje książki są wyróżniane przez kapituły najbardziej prestiżowych nagród świata, w tym Premio Casa de las Américas za „Ptaki” i National Book Award za „Siedem pustych domów”. Czy tego rodzaju wyróżnienia wpływają na twój proces twórczy? Czy oczekiwania krytyki i czytelników spowalniają twoje pisanie?

*Reklama

Wręcz przeciwnie, teraz jest mi łatwiej pisać. Wcześniej musiałam najpierw się napracować, aby kupić coś, co jest najdroższym towarem w naszym kapitalistycznym świecie – czas wolny. Jeśli nie ma się czasu, pisać jest bardzo, bardzo trudno. A czas wolny się kupuje, i kosztuje on coraz więcej. Dziś, kiedy jestem w stanie utrzymać się tylko z pisania – choćby tymczasowo – mogę całkowicie oddać się temu zajęciu. Czuję się mniej rozpraszana i mniej zmęczona samą pracą. Krytyczne recenzje czasem mnie dołują, ale stopniowo nauczyłam się sobie z tym radzić.

Dziękujemy!
( Kacper Peresada )

Kultura obowiązkowa, 7–13 kwietnia

Opowiadania z twojego najnowszego zbioru, „Dobre i złe”, łączy jeden element – bohaterowie stają przed przymusem wysłowienia skrajnie trudnych doświadczeń. Wyrazisty jest tu przypadek Leily, narratorki opowiadania „Niesamowite stworzenie”, która musi zrelacjonować przez telefon druzgoczące wydarzenie. W innym opowiadaniu bohaterka niemalże zmusza kogoś do tego, by ją wysłuchał. Uważasz, że mówienie o niektórych sprawach na głos pozwala nam się uwolnić się od nich? Czy ta książka jest próbą konfrontacji z czymś złym za pomocą dobra, jakie niesie słowo?

Kwestie językowe są obecne we wszystkim, co piszę. Jesteśmy kim jesteśmy właśnie dzięki językowi, zarówno jako jednostki, jak i cała ludzkość. Należy jednak pamiętać, że język to także narzędzie, któremu nie powinniśmy całkowicie ufać. Zawsze pojawia się hałas między tym, co myślimy, i tym, co udaje nam się ująć w słowa. W tym hałasie, jak w tłumaczeniu, udaje się czasem oddać sobie doskonale, ale czasem język staje się mętny, pojawiają się nieporozumienia, historie nie mają wyrazistych fundamentów. Językiem można leczyć, ale można też w języku chorować. Myślę, że za bardzo mu ufamy. Uważamy, że cały świat da radę zmieścić się w języku, a przez to – że świat można wyjaśnić poprzez język. To błąd. Świat jest czymś dużo większym, potężniejszym i bardziej tajemniczym, trwał bez języka i będzie trwać bez niego. Mam nadzieję, że to, co mówię, jest zrozumiałe. Błądzimy jako ludzie, i sądzę, że ma to związek z ignorancją, z jaką traktujemy wszystko to, co w języku się nie mieści. Literatura o tym, co dziwne i tajemnicze, to dla mnie pewien sposób na przekroczenie granic, które sami sobie narzuciliśmy, możliwość pomyślenia czegoś ponad tym, co znane. Oczywiście, nie twierdzę, że jest to zdolność przynależna tylko literaturze fantastycznej czy science fiction, literatura realistyczna też potrafi ująć to, co niemożliwe.

okładka

Samanta Schweblin, „Siedem pustych domów”, Wydawnictwo Pauza 2025

Zdaje mi się, że śmierć jest spiritus movens wszystkich opowiadań zawartych w tym tomie. Mamy postaci, które próbują popełnić samobójstwo, takie, które umarły albo właśnie umierają, są też takie, które czują się odpowiedzialne za czyjąś śmierć… Ale nie stanowi ona punktu kulminacyjnego tych historii, tylko jest punktem wyjścia, który zmusza narratorów i bohaterów do snucia swoich opowieści. Próbujesz nas wytrącić z czytelniczych przyzwyczajeń?

Dziękuję, że zwróciłaś na to uwagę: rzeczywiście, nie chodzi o samą śmierć, to nie są opowiadania o umieraniu czy samobójcach. Chciałam, żeby to była „jasna” książka. Tak jak wspomniałaś, śmierć jest takim zapalnikiem, lecz nie stanowi najważniejszego elementu tych historii. Zdaje mi się, że zbyt często tak jest w historiach, które konsumujemy. Chciałam ten schemat odwrócić: a co jeśli bohater umarłby już w pierwszych akapitach, ale historia trwałaby dalej, bez porzucania ani jego, ani realistycznych ram narracji? Taki zabieg otwiera pierwsze opowiadanie książki, „Witamy w klubie”.

Co więcej, wydaje mi się, że w niektórych opowiadaniach śmierć wydarza się, ale… bez śmierci. Wprowadzasz czytelnika w świat, w którym nie wie on, co wciąż jest, a co nie jest martwe. Wprowadza go to oczywiście w stan niepokoju, niepewności, o którym niejednokrotnie mówiłaś, że jest według ciebie pożądany podczas czytania. Dlatego nie wyjaśniasz niektórych rzeczy, nie dopowiadasz wyraźnych zakończeń. Na przykład bohaterka „Kobiety z Atlántidy” nie potrafi uwolnić się od wspomnienia pewnego katastrofalnego w skutkach zdarzenia, a my nie wiemy dlaczego. Czy owo „dobre i złe” z tytułu jest powiązane z winą i odpowiedzialnością, które wracają w książce tak samo często jak śmierć?

Wina, odpowiedzialność, trauma – rzeczywiście, to jest budulec, z którego zrobione są opowiadania z „Dobre i złe”. Pisałam tę książkę, myśląc o siłach, które sprawują nad nami władzę. Chodzi mi o takie niewidoczne siły, które warunkują to, kim jesteśmy: nasze strachy, zaprzeczenia, zakazy, historie. Ile z tego, co składa się na nasze ja, nie należy do nas? Wydarzyło się nam i pozostawiło nieusuwalny ślad w naszej tożsamości? I jakich sił potrzeba, aby to zneutralizować? A gdyby tak jakaś inna mroczna, nieokreślona siła pozwoliła nam stawić opór, otrząsnąć się z odrętwienia? Uznasz ją wtedy za dobrą czy złą? Z takiego pytania zrodził się pomysł na tytuł tomu. „Dobre i złe” jest dziwną siłą, nieoczekiwaną, groźną, którą – gdy się zjawia – zwykliśmy odczytywać negatywnie, jako pech albo coś wyjątkowo bolesnego. Jednocześnie stawia nas do pionu, zmienia nasze priorytety i czasem, ostatecznie, łączy nas z tym kimś, kim naprawdę jesteśmy.  Czy więc zło jest zawsze złe?

Gdybym miała wskazać moje ulubione opowiadanie, wybrałabym wspomnianą „Kobietę z Atlántidy”. Narratorką jest jedna z sióstr, które podczas wakacji na urugwajskim wybrzeżu wchodzą do domu pewnej poetki i postanawiają o nią zadbać. Chcą, żeby poetka doprowadziła się do porządku i znów zaczęła pisać. Ten utwór znakomicie oddaje sens tytułu całego tomu – opowiada o złych konsekwencjach „dobrych intencji”.

Podoba mi się ta interpretacja. Ciekawi mnie – jak to ujęłaś – „opieka” i tragedia, która się za nią kryje. Chcemy o kogoś dbać i chcemy, aby ktoś dbał o nas, ale nie wiemy jak, nie wiemy, czego tak naprawdę potrzebuje ta druga osoba, domyślamy się, narzucamy mu własne potrzeby. Tak, jest jakaś tajemnica w tych „dobrych intencjach”. Myśląc o tej siostrzanej chęci niesienia pomocy, trzeba byłoby zadać sobie pytanie o to, dlaczego, komu i po co.

Napisanie „Kobiety z Atlántidy” było dla mnie wyzwaniem; choć nie ma w niej nic autobiograficznego na poziomie fabularnym, ja sama spędziłam wiele wakacji na plażach Atlántidy i poznałam te dwie dziewczynki, które opisałam w opowiadaniu. Pierwszy raz ujęłam w tekście coś całkowicie osobistego, skrzętnie schowanego w moich wspomnieniach z dzieciństwa. To było trudne zadanie. Wiele kosztowało mnie zrozumienie ciężaru emocjonalnego historii, którą opowiedziałam. Pisałam ten tekst dłużej niż wszystkie inne, prawie sześć miesięcy. Powstał ponad tuzin wersji. Rozumiałam, że jest to coś bolesnego, ale miałam wątpliwości, czy był to tylko mój ból, bo korzystałam z prawdziwego wydarzenia z mojej przeszłości. Chciałam, żeby ten ból podzieliły ze mną osoby czytające.

okładka

Samanta Schweblin, „Ptaki”, Wydawnictwo Pauza 2023

Samanta Schweblin, „Dobre i złe” 
Wydawnictwo Pauza 2026
przekład: Tomasz Pindel

( Mintowe Ciasteczka )

Nasza strona korzysta z cookies w celu analizy odwiedzin.
Jeżeli chcesz dowiedzieć się jak to działa, zapraszamy na stronę Polityka Prywatności.